Wszyscy jesteśmy trochę, jak z książki. O postaciach literackich w potrzasku. Cz. II Mój Vincent

Canva Person Holding Van Gogh Book Beside SunflowersZnacie to uczucie, kiedy od najmłodszych lat odkrywacie swój genialny talent, przez lata go rozwijacie, z czasem zdobywacie sławę, uznanie i bogactwo, czerpiecie z życie, ile się da, jesteście usatysfakcjonowani? A może znacie to uczucie, kiedy próbujecie różnych zajęć, ale nic szczególnie do Was nie przemawia, a kiedy ostatecznie znajdziecie to, co sprawia Wam radość, okazuje się, że nie jest opłacalne, a zdaniem Waszych bliskich to strata czasu i dziecinada? W końcu odrzucacie swoje marzenia i zajmujecie się tym, co „słuszne”, z czasem jednak pragnienie spełnienia jest tak silne, że powracacie do utraconej pasji – mimo wszystko. I tak w dużym stopniu było w przypadku Vincenta van Gogha w powieści napisanej przez Irvinga Stone’a „Pasja życia”.

Nie jestem tak biegła w biografii van Gogha, jak w przypadku Damy Kameliowej, a więc tekst ten będzie mocno opierał się o książkę Stone’a. Powieść ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie, Vincent nigdy nie był mi obojętny, ale sposób przedstawienia jego historii, jego trudu, tego dążenia do pasji, akceptacji przez samego siebie i przez innych, urzekła mnie i oczarowała bez granic. To, co jest tak niesamowicie wyjątkowe w tej historii van Gogha, to fakt, iż może on być bardzo bliski sercu niejednej osoby, która zmagała i zmaga się z podobnymi trudnościami. Dla mnie Vincent to pewien archetyp człowieka dążącego do spełnienia. Irving Stone nie ukazuje nam ikony malarstwa, ale człowieka z tak codziennymi, prawdziwymi rozterkami i problemami, że można z nim się utożsamiać. W powieści, van Gogh ma skłonności do melancholii, nieszczęśliwych miłości, ulegania słabościom swego charakteru, co sprawia nie raz, że pojawia się chęć wstrząśnięcia nim i powiedzenia: No zdecyduj się w końcu! A gdy się decyduje, zostaje kaznodzieją, niemalże męczennikiem, który sam głoduje, aby inni mogli nieco mniej głodować. A mimo to wciąż próbuje swych sił w malarstwie i właściwie sam w sobie staje się boskim obrazem, bo przecież np. w Renesansie Bóg był artystą, a Vincent jako kaznodzieja służył ludziom i sztuce. Kiedy byłam młodsza uwielbiałam Salvadora Dali (o! Salvadorze o oliwkowym głosie), tak wybitnego, ale tak ukrywającego się za setką masek, happeningów, iluzji. Vincent jest prawdziwy, jest uległy, słaby, wrażliwy, za dobry… ale to jego siła. Cała siła van Gogha tkwi w jego słabości, a malarstwo zdecydowanie było największą z nich.

Pasję Życia miałam przyjemność również słuchać – bardzo polecam audiobooka w interpretacji Marka Walczaka. Wiem że to trudny czas na zdobycie audiobooka, bo u nas niestety na razie nie wypożyczycie, ale jeśli kiedykolwiek wpadnie Wam w dłonie albo gdy już otwarta zostanie mediateka Góra Mediów – wpadajcie i słuchajcie. W najbliższym czasie sama postaram się przeczytać Wam fragment tej powieści za pośrednictwem FB Góry Mediów.

Poza „Pasją Życia” polecam także „Twojego Vincenta” polsko-brytyjski film z 2017 roku, a właściwie animację zrealizowaną techniką malarską. W roli Vincenta wystąpił Robert Gulaczyk, aktor który przed laty związany był z Lubuskim Teatrem. Zapamiętałam go w spektaklu „Kształt rzeczy”, na podstawie sztuki Neila LaBute, gdzie R. Gulaczyk w pewien sposób wcielił się w dzieło sztuki.

„Twój Vincent” gościł podczas IV edycji Kozzi Film Festiwal. Film oczywiście do wypożyczenia w mediatece Góra Mediów… za jakiś czas.

Sandra Stempniewska
Góra Mediów