Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /libraries/cms/application/cms.php on line 470
Urodzili się... 7 września: Ryszard Riedel. - Bibliotekarz Lubuski

Urodzili się... 7 września: Ryszard Riedel.

RiedelIkona polskiego rocka. Ostatni hippis naszych czasów. Skazany na bluesa. Ryszard Riedel.

Młodość z Indianami
Był drugim dzieckiem Jana i Krystyny Riedlów. Miał siostrę starszą o rok – Małgorzatę. Uczęszczał do szkoły podstawowej, lecz przygodę z edukacją zakończył dość wcześnie, ponieważ już w siódmej klasie. Było to powodem głębokiego niezadowolenia jego ojca, który był dla Ryszarda Riedla bardzo surowy. Źródła podpowiadają, iż niezadowolenie ojca płynęło z faktu, iż syn nie garnął się do nauki, za to interesował się sztuką, czego ojciec nie mógł zrozumieć. W przeciwieństwie do matki, u której mógł liczyć na wsparcie, ojciec Riedla kierował się stereotypowymi kryteriami sukcesu, takimi jak zdobyte wykształcenie i dobra posada, a także rodzina wielodzietna. Tymczasem młody Riedel interesował się muzyką i w tym kierunku pragnął się rozwijać, przy czym nigdy lekcji śpiewu nie podjął, będąc samoukiem przez duże ”S”. Zanim to jednak wzrosło, rodzina przeniosła się z Chorzowa do Tychów, gdzie starał się uczyć w podstawówce. Niestety na ogół oceny jego z przedmiotów szkolnych wynosiły nie więcej niż 2. Oceny wyższe trafiały się tylko, a może aż, z zachowania oraz z plastyki. Z opowiadań nauczycieli wynika, iż był wśród kolegów bardzo lubiany i szanowany, słuchali go – był typem dobrego wodza, i chyba nie przypadkowo, bowiem znalazło to odzwierciedlenie w jego pasji oglądania filmów z indianami w roli głównej. Symboliczne są takie fakty z jego życia, jak choćby małżeństwo – na ślub zapomniał dowodu osobistego, spóźniając się dwie godziny. Dla ojca był i pozostawał bumelantem, który wymiguje się od pracy i wagaruje.

Praca artystyczna
Początek lat siedemdziesiątych był dla Ryszarda Riedla czasem pierwszych prób wokalnych, a także pierwszych kontaktów z artystami bluesowej niszy, która istniała na Śląsku. Natknął się wkrótce na członków zespołu o nazwie Jam, do których zdecydował się dołączyć w grudniu 1973 roku, mając wówczas 17 lat. Był jednakowoż tym, który grupę spajał, bowiem rotacje personalne niemal rozbiły zespół. Jego zdolności szybko dostrzegli inni, w ten sposób na przykład padła dla niego propozycja grania w zespole Kombi, z której jednak nie skorzystał. Na uwagę zasługuje, oprócz niezwykłego głosu Riedla, warstwa tekstowa piosenek, odznaczająca się intymnością i prawdą o życiu, niejednokrotnie autobiograficzna, o czym też chciał Riedel śpiewać. W parze z działalnością wokalną szły próby graficzne Riedla, bowiem starał się przy pomocy rysunku ilustrować płyty zespołu, które miał w zwyczaju rozdawać fanom kapeli. Nie było jednak bynajmniej tak, że Riedel odrzucał propozycje współpracy od innych artystów, było raczej przeciwnie – współpracował na przykład z Nocną Zmianą Bluesa, Józefem Skrzekiem, Leszkiem Winderem czy też Ryszardem Skibinskim. Co więcej, z jego działalnością artystyczną miał w tamtych latach kontakt sam magazyn Rolling Stone, który pokusił się o stwierdzenie, że Riedel jest ”ostatnim hipisem naszych czasów”. Niestety końcówka lat siedemdziesiątych była to dla Riedla próbą wielką, bowiem wówczas to wszedł w zażyły kontakt z twardymi narkotykami, zwłaszcza z heroiną, która okazała się w dłuższej perspektywie silniejsza niż on. Na tym też tle dochodziło w zespole do napięć, przede wszystkim cierpiał z tego powodu profesjonalizm grupy, która czasem musiała odwoływać koncerty na skutek absencji lidera i wokalisty.

Śmiertelne uzależnienie
Ryszard Riedel za pewne był outsiderem, opuszczającym nagrania zespołu oraz koncerty. Był to powód, dla którego poddawany był zabiegom detoksykacyjnym, jednak bez efektów długofalowych. Nie potrafił uwolnić się od heroiny, o tym też mówił przy okazji wywiadów, twierdząc stanowczo, iż młodzież nie powinna wchodzić na ścieżkę, którą sam obrał. Próby odstawienia narkotyku każdorazowo przypłacał objawami depresji i schozofrenii oraz amnezji, przez co wracał do brania. Krytyczny okazał się być początek lat dziewięćdziesiątych, kiedy to widoczny był już całkiem jego brak kontroli nad własnym życiem. Zmarł nie będąc już członkiem grupy Dżem 30 lipca 1994 roku, ponieważ wcześniej został zawieszony przez grupę w funkcjach lidera i wokalisty. Bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność serca.

Rodzina
Ożenił się w 1977 roku. Wybranką była Małgorzata Pol. Ze związku urodziła się dwójka dzieci, syn Sebastian (1978) i córka Karolina (1980). Syn odziedziczył po ojcu telent muzyczny. Jest wokalistą i liderem grupy Cree.
Ciekawostki o Ryszardzie Riedlu
Pisał teksty gdzie popadło, na przykład na ławce w parku.
Na pierwszy sukces medialny zespół Dżem czekał aż do roku 1980.
Ryszard Riedel przyznawał się, że bardzo męczy go gwiazdorska otoczka, która narosła wokół zespołu Dżem.
W latach późniejszych Dżemu uzależnienie tak zdominowało jego wokalistę, że miały miejsce problemy komunikacyjne – był niejako już tylko w swoim świecie.
Ryszard Riedel był w zażyłych relacjach z Ryszardem Skibińskim, również w dziedzinie używek.
Na koncertach w roku 1994 Rysiek właściwie już tylko stał, nie miał siły sprawnie się odwrócić, czy też przejść kilku kroków.
Okazało się pod koniec, że bez heroiny wokalista Dżem jąka się, zacina i nie pamięta tekstów.
O Ryszardzie Riedlu, czyli Ryśku, powstały filmy dokumentalne oraz fabularny, lecz według ludzi którzy mieli z nim styczność przez lata, żaden obraz filmowy nie odzwierciedla ani charyzmy, ani dramatu wokalisty Dżem.

Cytaty Ryszarda Riedla
„Nigdy nie byłem abstynentem. Ale w stanie wojennym chciałem pomóc przyjacielowi, który uzależnił się od dragów. I sam się wciągnąłem… Nie lubię o tym mówić, bo co mogę powiedzieć?”
„Próbowałem pracować, ale nic z tego nie wychodziło. Jakoś nie mogłem się wciągnąć. Robota nudziła mnie. Zatrudniałem się gdzie popadnie i po paru dniach przestawałem przychodzić.”
„Zawsze, dla was zawsze będę śpiewał do końca!”
Źródło: obliczaludzi.com

Uczucia wokół Niego zawsze były ogromne i tyle samo wymagały wysiłku. Ryszard Riedel był liderem śląskiej kapeli bluesowej – "Dżem" – która razem z Nim urosła do miana ikony muzycznej w Polsce, w drugiej połowie XX wieku.

Marek Twaróg ("Dziennik Zachodni") tak opisuje wrażenia z tamtego dnia: "Sobota, 30 lipca 1994 roku, środek wakacji, czas leniwy, powolny, lato dość ładne. O śmierci Ryszarda Riedla poinformowało radio. Dziś mielibyśmy kilkudniowy pochód facebookowych wspomnień i kondolencji, zapewne jakieś wydanie specjalne w telewizjach informacyjnych oraz "dzień z Dżemem" w portalach internetowych. Ale wtedy zaległa cisza. Następnego dnia o śmierci napisały jeszcze tylko gazety".

Po czym dodaje kilka oczywistych faktów - "Informacja o śmierci idola, podana w tym beznamiętnym stylu radiowego serwisu, została okraszono co najwyżej fragmentem "Cegły" lub "Whisky". I tyle sztucznych wyciskaczy łez. Fani sami wyszukiwali informacji o pogrzebie, informowali się wzajemnie o dacie i okolicznościach śmierci, wielu po prostu spakowało plecaki i pojechało wprost do Tychów".

Śmierć wspaniałego wokalisty została zauważona nie tylko w Polsce, bo Riedel niewątpliwie był na tym samym poziomie co najwięksi – Czesław Niemen czy Ewa Demarczyk. Tak o tym fakcie pisze w swojej książce Marcin Sitko ("Rysiek Riedel we wspomnieniach") – "Rysiek odszedł w szczególnym czasie. Sprzyjającym radości, rozprężeniu. Wyjątkowo ciepłe lato i wydawałoby się - beztroskie wakacje. Media szybko podchwyciły tę wiadomość. Pamiętam popularny wtedy program "Luz", który nagle zgubił wesołą, współgrającą z porą roku konwencję i przekazał bolesną informację słowami: "Polska muzyka poniosła wielką stratę. Odszedł od nas wokalista grupy Dżem, Rysiek Riedel…". Później jeszcze słynny amerykański magazyn "Rolling Stone" napisał o nim, że "odszedł ostatni prawdziwy hipis naszych czasów". Taki muzyczny, w rozumieniu największych rockowych ikon, jak Jim Morrison.

Wielka indywidualność

Na oficjalnej stronie zespołu "Dżem", w biogramie Mistrza, możemy przeczytać: "Ryszard Henryk Riedel – Urodzony 7 września 1956 roku w Chorzowie. Będąc dzieckiem pragnął zostać Indianinem. Jego bohaterami tamtych lat byli – Winnetou, Geronimo, Unkas – ostatni Mohikanin. Jako 21-latek ożenił się z Małgorzatą. Rok później na świat przyszedł Sebastian, a w 1980 roku - córka Karolina. Do zespołu Jam dołączył w grudniu 1973 roku. Był siłą napędową zespołu szczególnie w jego pierwszych, najtrudniejszych latach. Napisał większość tekstów, brał udział w komponowaniu muzyki, śpiewał i grał na harmonijce ustnej. Już od pierwszych występów grupy w mediach ukazywały się artykuły podkreślające jego wielką indywidualność stawiającą go pośród największych artystów polskiej sceny muzycznej".

Jednak na oficjalnej stronie kapeli można zauważyć też ból po stracie wokalisty i echo trudnej wspólnej egzystencji... Riedel niejako potrzebował zdwojonej uwagi, wybaczenia i opieki. Autorzy strony piszą: "Jego pragnienie wolności miało też negatywne strony. Po jakimś czasie Rysiek zaczął postępować zgodnie z sobie tylko znanymi zasadami. Opuszczał próby, nagrania, koncerty. To doprowadziło do spięć między nim a resztą zespołu. Chociaż pozostali muzycy Dżemu zaczęli towarzyszyć innym muzykom nigdy nie odwrócili się od niego. To głownie za ich namową decydował się na odwyki. Pomimo narastających problemów zdrowotnych Ryśka, jego współpraca z zespołem trwała nadal. Dawali koncerty, nagrywali płyty".

Paweł Piotrowicz tak opisuje dzień śmierci i ostatnie dni z życia Riedla: "To nie był dobry dzień dla polskiej muzyki, 30 lipca 1994 roku. A właściwie to był bardzo zły. Wtedy w chorzowskim szpitalu na niewydolność serca zmarł Ryszard Riedel, czyli popularny Rysiek, wokalista i tekściarz blues-rockowego zespołu Dżem. Życiowy outsider, nazywany ostatnim hippisem naszych czasów. Kiedy trafił do szpitala, dwa i pół tygodnia wcześniej, po kolejnej zapaści, był w bardzo ciężkim stanie, ważył mniej niż 40 kg. Jego organizm był niemal całkowicie wyniszczony narkotykami, do których, jak wykazało ostatnie badanie moczu, miał cały czas dostęp. Co z tego, że przebywał na oddziale detoksykologicznym, skoro "kumple" zadbali, by miał dostęp do działek. Kilkanaście godzin przed śmiercią próbował z placówki uciec, został jednak zatrzymany przez strażnika. Zmarł mimo odwyku, pomocy rodziny i przyjaciół, także ze swojego zespołu".

"Nie zamierzaliśmy z Ryśka rezygnować..."

Posiłkując się fragmentami książki Marcina Sitki, Piotrowicz wskazuje dość istotny fakt z ostatnich miesięcy życia Riedla i kroków podjętych przez członków kapeli "Dżem": "W chwili swojej śmierci Rysiek nie był już formalnie członkiem Dżemu. Koledzy usunęli go ze składu zespołu w maju 1994 roku. "Rozstając się z Ryśkiem (…) byliśmy święcie przekonani, że powstaną jeszcze płyty Dżemu z jego udziałem" – tłumaczył w rozmowie z magazynem "Brum" gitarzysta zespołu Jerzy Styczyński. "Tak się stało za namową lekarzy – dodawał basista Beno Otręba. - Powtarzali nam ciągle, że rozpięliśmy za duży parasol nad Ryśkiem. W wielu sytuacjach wyręczaliśmy go, zajmowaliśmy się nim, aby tylko jak najdalej odsunąć jego kłopoty, tak, że Rysiek często przestawał być tych problemów świadomy. Nie pamiętał co się działo. Chcieliśmy postawić go w końcu na własnych nogach, żeby poczuł życie realniej. Przetrzymywaliśmy go u siebie, żeby tylko oddzielić od tyskiego środowiska. Wiedział, że jak znowu zacznie ćpać, to się rozstajemy. (…) Chodziło nam tylko o to, aby zaczął się kurować. Nie zamierzaliśmy z Ryśka rezygnować..."

Robert Tekieli ("Gazeta Polska"), w swoim wspomnieniowym artykule, pisze o wielkości Riedla i upadku z powodu narkotyków: "Jako jedyny mógł ćpać na hipisowskiej pielgrzymce na Jasną Górę. Szpak pozwalał na to. Bardzo mnie to oburzało. Pamiętam też ostatnie koncerty. Miał już sztuczną szczękę. Było to skrajnie żałosne. Heroina wycisnęła go jak szmatę. Wcześniej był wielkim artystą. Największym. W Polsce tylko Czesław Niemen i Ewa Demarczyk grali na tej wysokości. Był głosem pokolenia. Jego pogrzeb był wielotysięczną manifestacją wspólnej wrażliwości. Magazyn "Rolling Stone" napisał o nim: "odszedł ostatni prawdziwy hipis naszych czasów".

Sam Riedel, niedługo przed śmiercią, mówił o tym tragicznym uzależnieniu w pięknych słowach przestrogi: "Chciałbym ostrzec wszystkich przed jakimikolwiek używkami. Te zabawki raczej źle się kończą. Wszystkim odradzam zabawy w te rzeczy, młodzież powinna być piękna i zdrowa".
PP
źródło: polskieradio24.pl

Jego teksty do dzisiaj zna i śpiewa cała Polska. Wystarczyło krótkie zawołanie ze sceny: Się macie ludzie!, żeby Rysiek porwał tłum na każdym koncercie. Nikt przed tym kultowym wokalistą nie śpiewał tak otwarcie. Bo Riedel miał odwagę wyśpiewać historie swojego życia. I dawał, przez swoją muzykę, wszystkim odbiorcom poczucie wolności. i szczerze zawarta nie tylko w tekstach. Rysiek nie dążył do sławy. Gdyby żył dzisiaj nie zostałby celebrytą. Dla milionów Polaków na zawsze pozostanie ikoną bluesa. Ciągle inspiruje kolejne pokolenia słuchaczy i muzyków.

Źródło: dmagency.pl
Fot.youtube.com
DO KOŁYSKI: https://youtu.be/FxUPNx8iA_A

Opracowała: Agnieszka Sobiak