Bez tajemnic – wielkie sprawy małych ludzi

Z Mariuszem Radziszewskim, psychologiem i seksuologiem, rozmawiają Maja Kimnes i Anna Urbaniak.    

Kilka miesięcy temu, jak co dzień wracałam autobusem do domu. Naprzeciwko mnie siedziała starsza kobieta z trzyletnim wnuczkiem. Niby normalna sytuacja, a jednak zapamiętałam ją do dziś. Przyczyną tego był nieustający potok pytań, jakie maluch zadawał babci. Przez całą drogę słyszałam zdania zaczynające się od słowa „dlaczego”. Dlaczego samochód jest zapakowany? Dlaczego ten sznurek wisi? Dlaczego nie mogę wyciągnąć autka z kartonika?…

Naprawdę współczułam tej pani, która dwoiła się i troiła, aby znaleźć odpowiedzi i sprostać ciekawości małego chłopca. Gdy wróciłam do domu, odetchnęłam z ulgą, że moje kilkunastomiesięczne dziecko jeszcze nie werbalizuje zainteresowania światem i nie muszę szukać odpowiedzi na wbrew pozorom niełatwe pytania. Czas jednak płynie nieubłaganie, a wraz z nim synek rozwinął się na tyle, że buzia nie zamyka się mu od rana do wieczora. Oczywiście cieszę się, że moje dziecko robi postępy, z dnia na dzień potrafi coraz więcej mówić i poznaje nowe słowa. Wiąże się to również z zadawaniem wszelkiego rodzaju pytań, często niewygodnych, które padają w nieodpowiednim miejscu i czasie. Dziś zdążyłam się już przyzwyczaić do zwrotów „dlaczego?” i „a po co?”, które czasem nastręczają mi pewnych trudności, gdyż po raz dziesiąty muszę tłumaczyć, dlaczego piję kawę i dlaczego Bartuś nie może jej wypić. O ile są to pytania dotyczące rzeczy błahych (z punktu widzenia dorosłego), o tyle ciężej jest, gdy dotykają one spraw delikatnych, drażliwych, intymnych, dla wielu z nas trudnych. Jakie to tematy? Na te pytanie nie potrafię odpowiedzieć, bo nie dla wszystkich trudność w rozmowie sprawiają te same zagadnienia. To, co dla jednych jest łatwe, innym przysparza trudności. Jedno jest pewne. Rodzicom takie rozmowy na pewno nie przychodzą łatwo.

Pamiętam dzień, gdy będąc małą dziewczynką, dostałam od rodziców książeczkę Mamo i tato, opowiedzcie mi skąd się wziąłem? Jak sam tytuł sugeruje, książeczka miała wyjaśnić mi, w jaki sposób znalazłam się na świecie. Niby zwykła sprawa, bo dzieci przecież dostają tego typu książki. Moi rodzice, pomimo dobrych intencji, popełnili jednak klasyczny błąd – zostawili mnie samą z książeczką, bez rozmowy, wspólnego czytania i wyjaśnienia spraw, których w ogóle nie rozumiałam. Myślę, że podobne sytuacje zdarzają się w wielu domach, bo o seksie, śmierci, chorobie, inności raczej nie rozmawiamy, a jeśli już, to w większości przypadków robimy to nieudolnie. Nadal są to tematy tabu, których staramy się unikać. W przełamywaniu ich mogą pomóc książki, których ostatnio coraz więcej ukazuje się na rynku wydawniczym i które są również w zbiorach Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. C. Norwida w Zielonej Górze. Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci Agnieszki Frączek, Mała książka o śmierci, Z Tango jest nas troje, Żegnaj, Panie Muffinie! to tylko niektóre tytuły, które traktują o sprawach ważnych, dotykają sfery seksualności, oswajają ze śmiercią czy chorobą bliskiej osoby. Na pewno pobudzają do refleksji, prowokują do rozmów i tłumaczą wiele rzeczy. Czasem wywołują duże kontrowersje, jak na przykład publikacje wydawnictwa Czarna Owca Wielka księga siusiaków czy Wielka księga cipek. Książki te szokują zarówno w warstwie językowej, gdyż zawierają m.in. dosadne nazewnictwo, jak również w warstwie ilustracji, które często oscylują na granicy dobrego smaku, a nawet ją przekraczają. Przyznam, że podczas lektury czułam pewien niesmak i zażenowanie, a jako rodzic raczej nie chciałabym, aby moje dziecko czytało akurat te książki. Z drugiej strony, nie jest łatwo ochronić dziecko przed wszystkim, co oferuje współczesny świat. Duży wpływ na kształtowanie świadomości mają przecież media (w szczególności internet i telewizja), z którymi prędzej czy później nasze dzieci mają kontakt. Czy nie lepiej zatem, aby to rodzic uświadamiał własne dziecko? Odczucia, jakie te publikacje wzbudziły, skłoniły mnie do podzielenia się refleksjami z innymi rodzicami. W tym celu zorganizowałam spotkanie Klubu Mam, którego motywem przewodnim były tematy tabu i sposoby rozmawiania o nich z dziećmi. Punktem wyjścia do dyskusji była wzruszająca opowieść o depresji pt. Włosy mamy, którą odczytała Anna Urbaniak, bibliotekarz z zawodu, entuzjastka książek wydawnictwa EneDueRabe. Towarzyszyła nam również prezentacja najnowszych publikacji dla dzieci, które poruszają trudne sprawy. W zrozumieniu, czym tak naprawdę są te niełatwe tematy, jak sobie z nimi radzić i kiedy należy o nich z dziećmi rozmawiać, pomógł nam zaproszony gość, Mariusz Radziszewski, psycholog i seksuolog. Podczas prawie dwugodzinnego spotkania padło wiele pytań ze strony rodziców. Mamy dzieliły się doświadczeniami, odwoływały się do własnych przeżyć oraz metod, które wypracowują w swoich rodzinach. Obecność specjalisty, który nie tylko usystematyzował naszą wiedzę, lecz otworzył nam nowe horyzonty myślowe, a przede wszystkim zainspirował do podejmowania rozmów z własnymi dziećmi, okazała się bezcenna. Pokłosiem spotkania jest wywiad z Mariuszem Radziszewskim, który przybliżył zagadnienia, o które najczęściej pytali rodzice.

Maja Kimnes


Jak Pan sądzi, czy dzisiejsze czasy są dla ludzi trudniejsze pod względem życia emocjonalnego w stosunku do poprzednich pokoleń?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ponieważ nie żyliśmy wówczas, a przekaz, który do nas dociera o tamtych czasach, może być zniekształcony. Również przez nasz współczesny styl poznawczy. Możemy jedynie domniemywać i próbować badać. Niewątpliwie dziś żyje się łatwiej w ogóle, ale czy również w sensie emocjonalnym, tego nie wiem. Taką hipotezę może potwierdzać to, że człowiek współczesny w bardziej funkcjonalny sposób radzi sobie z lękiem, że w większym stopniu rozumie samego siebie i otaczającą go rzeczywistość, mniej się obawia tego, co znajduje się wokół niego. Niewątpliwie mniej jest dziś też zdarzeń w życiu jednostki o charakterze traumatycznym. Są również argumenty obalające to, ponieważ współczesny człowiek utracił dużą część więzi, jaką kiedyś posiadał z otaczającym go światem w sensie relacji społecznych i związku z naturą, a nadmiar alternatywnych zewnętrznych propozycji powoduje poczucie zagubienia. Brakuje też spójności, która kiedyś opierała się na przekazach i nie była przez nikogo kwestionowana. Stanowiła przez to jakiś pewnik, jakiś drogowskaz dla człowieka. Dziedzinę psychologii, zajmującą się takimi dociekaniami, nazywa się psychologią historyczną. Jej przedstawiciele opowiadają się raczej za tym, że to dziś jest łatwiej w sensie adaptacyjnym czy też emocjonalnym, a z kolei przedstawiciele nurtu humanistycznego w psychologii będą mieć zdanie odmienne. Argumenty każdej ze stron można mnożyć. Odniosę się jednak do badań i statystyk. Z dekady na dekadę notujemy mniej zaburzeń osobowości, szczególnie tych najpoważniejszych. Świadomość związana z wychowywaniem dzieci, edukacją, poczuciem bezpieczeństwa czy mniejszą opresyjnością kulturową jest coraz większa. Zauważmy, że problemy u pacjentów Freuda, czyli powszechne w Wiedniu przełomu XIX i XX wieku, takie jak histeria, obecnie występują niezwykle rzadko. Natomiast na pewno więcej jest nerwic i depresji, które stają się wręcz chorobami o wymiarze cywilizacyjnym i kulturowym, wiążą się z wszechobecną rywalizacją, pośpiechem i coraz większą ilością codziennych wyborów, przed którymi staje współczesny człowiek i chyba coraz większą samotnością. Zostawiam więc ten dylemat dotyczący przyjazności warunków do rozwoju emocjonalnego czytelnikowi, ponieważ sam po prostu nie znam odpowiedzi.


Czym są tematy „tabu”, tematy trudne Pana zdaniem?


Tematy trudne nie są tożsame z obszarem tabu. Zatracamy trochę sens pewnych pojęć, może warto tutaj pokusić się o pewną precyzyjność. Niewiele spraw tak szumnie dziś nazywanych tabu jest nimi rzeczywiście. Tabu to pojęcie kulturowe, sięgające głęboko do korzeni danej kultury. Złamanie go wiąże się z silną reakcją społeczności, w jakiej się żyje. Należy pamiętać, że tabu to w mniejszym stopniu temat, o którym się nie mówi, a w większym zachowanie. Tabu miało i ma swój wymiar adaptacyjny, więc było i jest społecznie użyteczne. Problem polega na czymś innym, a mianowicie: czy uzasadnienie adaptacyjne danego tabu jest jeszcze aktualne, czy też nie. Obecnie obszarów tabu jest naprawdę niewiele.
Dziś do tego worka, może z braku rzeczywistego tabu, wrzuca się również inne pojęcia, na przykład takie jak: prywatność, tematy konfliktowe, dylematy czy też wszelkie trudne tematy.

Dlaczego w ogóle istnieją dla ludzi tematy tabu?


Tak jak wspomniałem, podłoże tkwi w kulturze, to obszar badania antropologów. Źródła poszczególnych tabu tkwią głęboko w okowach dziejów i miały funkcję adaptacyjną, teraz większość tabu się zdewaluowała, ale też niektóre z nich mają nadal swój adaptacyjny sens.

Na przykład jakie przetrwały do dziś?


Na przykład kazirodztwo, kanibalizm, zabijanie ludzi. Odnosi się to do zachowań, pełni rolę adaptacyjną i ma funkcję tabu.

Czy sądzi Pan, że mogą powstać nowe obszary tabu?

To trochę futurologia i musiałbym odnieść się do fantazji. Posiłkując się więc fantazją, przychodzi mi na myśl tabu związane z zatruwaniem wody lub wycinaniem drzew. Kto wie, może za sto lat dojdą takie nowe obszary tabu.

Z reguły tematów trudnych wolimy unikać, nie rozmawiamy o nich. Z czego to wynika?

Często z tego, że uruchamiają w nas samych pewien wewnętrzny konflikt. Powodują poczucie lęku. Może to wynikać z niewiedzy, z braku dostatecznego wglądu, z mechanizmów obronnych.
Podjęcie takiego tematu może wiązać się z koniecznością próby rozwiązania go, co z różnych powodów bywa dla nas trudne lub nie jesteśmy na to gotowi. Zupełnie inną sprawą jest to, że niektóre z nich odnoszą się po prostu do naszej prywatności, dlatego je chronimy i to należy odróżnić od pozostałych powodów. Poczucie prywatności jest czymś ważnym, a nawet koniecznym, gdyż jest ono istotnym wymiarem poczucia naszej autonomii.

Czy w relacjach rodzic–dziecko należy pewnych tematów unikać?


Oczywiście nie należy unikać trudnych tematów, ale nie oznacza to, by je od razu eksponować. Dobrym kryterium tutaj jest po prostu zainteresowanie dziecka. Nie należy narzucać pewnych tematów, na które dziecko na obecnym etapie rozwoju nie jest gotowe, albo nie jest nimi zainteresowane. Dziecko to nie jest mały dorosły, jak niektórzy je nazywają, dziecko jest dzieckiem. Czterolatek może mieć duże trudności na przykład ze zrozumieniem, tak jak dorosły, cierpienia, innego człowieka, a także przemijania czy pojęć typu „zawsze”, „nigdy”.

Jaki jest bilans korzyści i strat na płaszczyźnie relacji rodzica i dziecka, jeżeli rozmawiamy lub unikamy trudnych rozmów z naszą pociechą?

Unikanie tematów zwykle nie przynosi korzyści. Jeśli już tematyka jest przez dziecko podejmowana, należy się do niej zwyczajnie odnieść. Problem nie leży w pytaniu „czy unikać?”, tylko w jaki sposób o trudnych tematach rozmawiać.

Czyli jak rozmawiać?

Bez unikania, bez przemilczeń. O wiele lepiej jest mówić dzieciom prawdę. Nie stosować zbyt wyszukanego języka, z którego niewiele zrozumie. Możemy też zapytać dziecko, jak ono pewne sprawy postrzega.

Jak rozmawiać o śmierci?

Zawsze pamiętając, ile dziecko ma lat i co jest w stanie zrozumieć. Do piątego, czasami szóstego roku życia dziecku trudno będzie zrozumieć, czym jest śmierć w takim sensie, jak rozumieją to dorośli. Czyli wpisując w nią ostateczność i nieodwracalność. Niemniej nie oznacza to, że nie mamy rozmawiać. Pytajmy dziecko o jego emocje, starajmy się je też odzwierciedlać.

W przypadku rozmów z dzieckiem, czy mamy mówić wprost, czy raczej używać zwrotów zamiennych, np. zamiast umarł – odszedł do nieba, siedzi na chmurce.

Gdy taka sytuacja ma rzeczywiście miejsce, czyli ktoś umarł, mówmy o tym wprost, starając się używać codziennego prostego języka, unikamy chmurek, by dziecko patrząc później na nie, nie szukało pośród nich osoby zmarłej, nie mówimy „odszedł”, bo skoro odszedł, to też może wrócić. W ten sposób uchronimy dziecko od zamętu pojęciowego. Jednakże, gdy podejmuje się ten temat wcześniej, czyli ma to charakter oswajania z daną problematyką, można odnieść się do metafor czy pewnej symboliki. Oczywiście nie używając do tego chmurek ani zwrotów „zasnął”, „odszedł” itp.

A w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem o seksie?

Pamiętając o tym, że dziecko pyta, ponieważ to jego po prostu interesuje, jak wiele innych spraw. Jednak nie jest to zainteresowanie podobne do takiego, jakie przejawiają dorośli. Trzymajmy się faktów, nie twórzmy do tych celów niezrozumiałego i mylącego języka. Dopytujmy, co je szczególnie interesuje i udzielajmy związanych z tym odpowiedzi. Nie używajmy też jakiegoś potwornego języka, w rodzaju „tata wkłada mamie członek do pochwy”. Nie zapominajmy, że rozmowa o seksie to też rozmowa o miłości. Dziecko nie oczekuje wszystkiego naraz, gdy będzie nadal zainteresowane, ponownie zapyta. Rozmowa z dzieckiem o seksie to proces, a nie jednorazowa edukacja. To proces rozłożony na lata.

Rozumiem, że mamy rozmawiać też bez wstydu?


Owszem. Jednak tu bym się zatrzymał, gdyż wstyd jest wpisany w seksualność człowieka i pełni rolę kształtującą w pewnym stopniu seksualność. Pamiętajmy, że prędzej czy później on się pojawi. Nie należy go całkowicie redukować. Mam na myśli na przykład przyzwalanie na chodzenie przy innych nago. Jak wspomniałem, wstyd pełni rolę kształtującą seksualność, a pozbycie się go całkowicie może skutkować w dorosłości redukcjonizmem i traktowaniem mechanistycznie obszaru własnej seksualności. Dojrzała seksualność jest też wynikiem pokonywania go w związkach miłosnych. To bardzo szeroki temat i nie da się go w tej rozmowie całkowicie wyczerpać, tutaj chciałem jedynie zwrócić uwagę na jego rolę.

Kiedy powinno się przekazywać wiedzę trudną (dotyczącą seksualności, śmierci, choroby, inności)? Czy są Pana zdaniem jakieś określone zasady, na jakich należy to czynić?

Jest taki termin jak „momenty edukacyjne” oznaczający sytuacje, które z jednej strony mogą służyć do zapoznania dziecka z daną problematyką, na przykład spadające liście jako przyczynek do tematu przemijania i śmierci. Z drugiej strony, takimi momentami są sytuacje, gdy dziecko samo zaczyna pytać. Takie momenty służą w sposób niezwykle użyteczny do zapoznawania dziecka z trudnymi tematami i oczywiście są sygnałami, że daną tematykę należy podjąć.

Czy fakt, że o pewnych sprawach nie potrafimy rozmawiać, świadczy o złych relacjach w rodzinie?

Świadczy o tym, że nie potrafimy rozmawiać o pewnych sprawach. Relacje są jednak czymś zupełnie innym, przy czym nieprawidłowe relacje będą ten brak porozumienia oczywiście pogłębiać. Są też sytuacje paradoksalne, w których nie podejmujemy pewnych tematów, by nie burzyć relacji, ale wtedy pojawia się między nami coś niedopowiedzianego, co w przyszłości może negatywnie wpłynąć na nasze relacje.

Jak Pan uważa, czy nastała moda na pisanie o wszystkim? Przecież w dzisiejszych czasach nawet kupa może być tematem przewodnim….


W pisaniu o kupie nie ma nic złego. Książka, którą ma Pani na myśli [Nicola Davies, Kupa. Przyrodnicza wycieczka na stronę – przyp. red.], oswaja z tą problematyką w sposób niezwykle dowcipny. Natomiast pisanie o wszystkim w sposób nowatorski tylko dlatego, by było nowatorskie, może oczywiście budzić wątpliwości. Zresztą czy tak nie było zawsze? Kryterium tutaj powinna stanowić rzetelność, odpowiedzialność i wiedza, również psychologiczna autora. 

Co psychologowie sądzą na temat tych książek?

Trwa dyskusja na ten temat, a czasami nawet zażarty spór. Wątpliwości pojawiają się na różnych poziomach. Zarówno ogólnym, czyli czy w ogóle są to dobre książki, jednak zwykle spory dotyczą poziomu pewnych szczegółów tych książek. Nie ma oczywiście jednolitej opinii środowiska psychologów.

Czy to nie jest tak, że autorom wcale nie chodzi o przełamywanie tabu, lecz o zaszokowanie odbiorcy, a przez to zwiększenie zainteresowania książką? Trzeba przyznać, że np. tytuł Wielka księga cipek czy Wielka księga siusiaków są bardzo chwytliwe. Wiele osób chociażby z czystej ciekawości sięgnie po te książki. Jak jednak ten tytuł ma się do zawartości całej książki?

Daleki byłbym od przypisywania autorom takich pobudek, niemniej wiele z tych książek w świadomości społecznej funkcjonuje w ten właśnie sposób. Czyli jako sensacja. Obawiam się, że też wiele z nich na takim poziomie niestety pozostanie, jako niegdysiejsza sensacja. Proszę zauważyć, że spór i dyskusja na temat tych książek nie toczy się jedynie w Polsce. Bardziej zażarte polemiki na ich temat odbywają się w krajach postrzeganych jako bardziej liberalne, również w krajach ich autorów.

Czy dzisiejsze książki dla dzieci, które mówią o seksualności, śmierci, chorobie itp. rzeczywiście poruszają istotę problemu, czy są tylko zabiegiem efekciarskim, mającym zwiększyć ilość sprzedanych książek?

Tu również nie chciałbym przypisywać autorom niecnych pobudek. Często jednak rzeczywisty problem trochę gdzieś się zagubił. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Nie chcę dewaluować tych książek. Dzielę się tylko swoimi wątpliwościami. Może niepokoić, że rodzic kupujący tę książkę nie wie, do jakiej grupy wiekowej jest adresowana. Pokusiłem się o takie niewielkie badanie i zapytałem kilkunastu, a może nawet więcej rodziców, zarówno tych będących głębokimi zwolennikami tych książek, jak i przeciwnikami, i odpowiedzi w jednej i w drugiej grupie były bardzo rozbieżne. Podobnie jest wśród psychologów. Tę sprawę uważam za bardzo ważną, ponieważ zupełnie inaczej o śmierci, seksualności czy chorobie będzie się rozmawiać z czterolatkiem, a zupełnie inaczej z sześciolatkiem, a jeszcze inaczej z ośmio- czy z dwunastolatkiem. Nie przypadkiem podałem takie cezury czasowe, ponieważ w każdym z tych wymienionych okresów dziecko jest w innej fazie rozwoju psychospołecznego. Pamiętajmy również, że książki te są pisane w innym obszarze kulturowym i nie chodzi tu o rozróżnienie liberalizmu czy konserwatyzmu, ale o inne rozumienie ma przykład seksualności czy śmierci. Inaczej radzą sobie z tym problemem kraje protestanckie, a inaczej katolickie. Pewnie inaczej będzie w kulturze islamskiej czy związanej z buddyzmem. Nie da się przeszczepić wszystkiego z jednego gruntu na drugi. Nie oszukujmy się, że nie ma tu pewnych odrębności kulturowych. Ostatnia wątpliwość to ich nieco mechanistyczny charakter, w którym zagubia się jednak głębię podejmowanej tematyki.

Czy rodzić, który sam nie potrafi porozmawiać z dzieckiem na trudne tematy, może bez obaw posiłkować się literaturą? Czym powinien kierować się przy wyborze tego typu literatury?

Sądzę, że na pewno dobrze będzie, gdy sam się z nimi wcześniej zapozna, przynajmniej nie zaskoczą go pytania dziecka związane z książką.

Czy książki obalające tabu mogą w jakiś sposób zaszkodzić w rozwoju emocjonalnym naszego dziecka?

Obalające tabu czasami pewnie tak, odnoszące się do trudnych tematów – nie sądzę. Wszystko zależy od wyczucia i umiejętności przekazania czasami trudnej opisywanej tam materii w sposób adekwatny do rozumienia dziecka, w określonym momencie jego rozwoju.

Co Pan sądzi o ilustracjach w takich książkach, jak Mała książka o śmierci, Żegnaj, panie Muffinie!, Wielka księga cipek, Wielka księga siusiaków? Czy są one odpowiednim wyjaśnieniem tekstu dla dziecka?

Te ilustracje zostawiają wiele do życzenia, ponieważ mogą mylić, do jakiej grupy wiekowej są adresowane. Jeśli chcemy rozmawiać z dziećmi o ważnych tematach, traktując je w sposób poważny, to dlaczego infantylizuje się je takimi ilustracjami? To jest pewna niespójność. Jeśli śmierć drugiego człowieka zawsze będzie wiązać się z żalem, to nie rozumiem pomijania tego i traktowania tego w kpiarski sposób. Niektóre ilustracje traktują tematy, do jakich posłużyły, z sposób zbyt redukcjonistyczny. Śmierć, choroba, ale też seksualność ma swoją głębię, o której ilustratorzy jakby zapomnieli. Na jednej z książek jest uwaga, że może ona obrażać uczucia religijne. Zapewne chodzi o rozebraną kobietę na krzyżu. Jeżeli coś obraża lub jest prowokacją, szczególnie w takiej literaturze adresowanej do dzieci, to jednocześnie traci wymiar edukacyjny.

Co poradziłby Pan autorom, z punktu widzenia psychologa i seksuologa oczywiście, którzy w swojej twórczości chcą podejmować tematy tabu?

Poradziłbym, by nie ustawali w tym, co robią. Książki przełamujące pewne stereotypy i niosące pewne, nawet rewolucyjne, treści były zawsze potrzebne. Nawet gdy później niektóre z nich okazywały się nie do końca prawdziwe i użyteczne, to zawsze były przyczynkiem do dyskusji i do rozwoju w ogóle. Jednocześnie zachęcałbym, by może częściej odnosili się do ustaleń psychologii jako nauki. By sięgali do takich nazwisk, jak John Bowlby, Erik Erikson, Jean Piaget czy Lew Wygotski. Polskich autorów zachęcałbym do sięgnięcia po publikacje prof. Anny Brzezińskiej, najwybitniejszej dziś psycholog rozwojowej w Polsce, czy po prace prof. Marii Beisert, zajmującej się seksuologią bardzo obszernie odnoszącą się do seksualności dzieci, a nie tylko opierali się na swojej intuicji i aktualnych modach. No i oczywiście, by byli odpowiedzialni.

Zbliżają się święta. Skoro mówimy o odkrywaniu tajemnic, co w związku z tym ze Świętym Mikołajem?

Dziecko jeszcze w okresie późnoprzedszkolnym nie będzie rozróżniało fantazji i rzeczywistości. Fantazja, która występuje w bajkach i w postaci Świętego Mikołaja, pełni funkcję rozwojową. Dziecko może mieć do rodziców pretensje, często słuszne, o niemówienie prawdy, nie sądzę jednak, by miało pretensje, że zatajono ją, jeśli chodzi o Świętego Mikołaja. Znacznie bardziej negatywne jest pozbawianie dzieci tej jakże dobrej postaci, która bez pewnej iluzji traci swój sens. Przypomina mi to iluzjonistę, który wyciągając królika z kapelusza, objaśnia, jak to zrobił.

Dziękujemy za rozmowę.