Drugie urodziny Dyskusyjnego Klubu Książki w języku ukraińskim

mniejsze DKK w jezyku ukraińskimMajowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki w języku ukraińskim w Filii nr 4 Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze było wyjątkowe - piknikowe i urodzinowe! Klubowiczki świętowały dwa lata DKK!

Tym razem umówiły się w plenerze. Spotkania realizowane nieprzerwanie od 2024 roku oraz omawiane książki zgodnie określają jako cudowne. Moderatorka i bibliotekarki podziękowały klubowiczkom za zaangażowanie i pięknie spędzone chwile. Podczas pikniku każda uczestniczka otrzymała pamiątkowy kolaż zdjęć ze wszystkich spotkań, została nagrodzona odznaką najaktywniejszych czytelników i oczywiście zaproszona do dyskusji o książce. Tym razem lekturą była książka autorstwa Amandy Peters „Zbieracze borówek”.
„Zbieracze borówek” - głęboka, dramatyczna powieść, opowiadająca historię dwóch rodzin, które są zupełnie różne, ale jest coś, co pewnego dnia je połączy. Choć ich drogi rozejdą się na wiele dekad: jedni doświadczają goryczy straty, inni – uparcie skrywają swoją tajemnicę. W tej książce nie ma intrygi, bo wszystko jest jasne od samego początku, ale to nie czyni historii mniej interesującej. Autorka książki porusza wiele ważnych tematów: ból straty i przebaczenia, wiara i nadzieja, miłość i wsparcie rodziny, kłamstwa i prawda, poczucie winy i uzdrowienie, a także dyskryminację rasową. Pomimo tego, że niektóre momenty dotykają traumatycznych tematów, powieść jest niezwykle wciągająca i zmusza do refleksji.
-----------
To zabawne, jakie szczegóły się zapamiętuje, kiedy dojdzie do tragedii. Coś, co nigdy nie zapadłoby nam w pamięć w zwykły dzień, zostaje w niej wyryte na wieczność.
Los bywa podstępny. Lubi podrzucać nam wskazówki, by sprawdzić, czy będziemy je umieli ze sobą połączyć i nadać sens rzeczom, które do tej pory wydawały się go pozbawione.
Miałam do dyspozycji miliony pięknych słów napisane głównie przez zmarłych. A zmarli nie mają nic przeciwko temu, że o nich pamiętamy i powtarzamy ich opowieści.
Uczę słów, które mogą zabrać nas w miejsca istniejące wyłącznie w naszej wyobraźni, opisać ludzi tak osobliwych, tak interesujących, że nie mogą być prawdziwi, a jednak są, na kartach książki. Dlatego właśnie wydało mi się dziwne, że nie istnieje słowo określające rodzica, który stracił dziecko. Gdy dzieci tracą rodziców, zostają sierotami. Gdy mąż traci żonę, jest wdowcem. Ale nie ma słowa opisującego rodzica, którego dziecko zmarło. Przyszło mi nawet do głowy, że to zdarzenie jest po prostu zbyt potworne i przytłaczające, by opisać je słowami. Żadne słowa nie są w stanie wyrazić tego uczucia, więc pozostawiamy je niewypowiedziane.
Czasami kłamstwo zakorzenia się w nas tak mocno, że w końcu staje się prawdą, ukrytą w zakamarkach umysłu, dopóki nie wymaże jej śmierć.
Im jesteśmy starsi, tym czas szybciej nam płynie, jakby wszechświat popychał nas w stronę mety, by zrobić miejsce dla młodszych i silniejszych; każe nam odhaczyć swoją jakże niewiele znaczącą bytność na tym świecie i zniknąć.
Wydaje mi się, że kiedy nasi bliscy się starzeją, zaczynamy się od nich separować tak jak olej od wody; tworzy się linia oddzielająca żywych od umierających, a żywi ciągną ku górze.
Złość jest wyczerpująca. Pielęgnowanie jej wyssie z ciebie całą energię.
-----------