Biblioteki bez kartek czyli słów kilka o e-książkach

Czy można wyobrazić sobie bibliotekę bez ani jednej kartki papieru, specyficznego zapachu ksiąg i szelestu przewracanych stronic czytanego dzieła? Choć jesteśmy częstymi świadkami kształtowania się hybrydowego modelu biblioteki, łączącego tradycyjny dostęp do zbiorów z nowoczesnym, to z pewnością dla większości z nas wizja książnicy bez druków jest jedynie czystą abstrakcją, wyjętą rodem z literackiego gatunku science-fiction. A jednak!

Przykładu nie trzeba szukać daleko. Inicjatywę realizowaną z powodzeniem w Stanach Zjednoczonych (Uniwersytet Stanford czy biblioteka publiczna w Newport Beach w Kalifornii), podjęła również Politechnika Wrocławska. Uczelnia zamierza do 2014 r. wybudować nową książnicę, w której oferować będzie dostęp wyłącznie do księgozbioru w wersji elektronicznej. Biblioteka w założeniu przybrać ma formę nowoczesnego centrum technologicznego, gdzie mieścić się będą instytucje oraz laboratoria naukowe. Nie da się zatem ukryć faktu, iż książki elektroniczne wkraczają coraz śmielej do naszej rzeczywistości, rewolucjonizując wiele z jej obszarów.
 

Próba definicji

Książka elektroniczna (z ang. e-book, e-książka), to treść (o objętości książki) w formie elektronicznej, obejmująca tekst wraz z ilustracjami, wyprodukowana, publikowana i odczytywana za pośrednictwem komputera lub innych urządzeń elektronicznych do tego celu przeznaczonych[1]. Niektóre z definicji określają e-booki jako elektroniczne wersje drukowanych książek[2]. Nie jest to jednak stwierdzenie precyzyjne, gdyż bardzo często e-publikacje nie posiadają swoich odpowiedników papierowych i „od narodzin” przybierają wyłącznie formę pliku elektronicznego. Z angielskiego określa się je jako born digital (dosł. „urodzone cyfrowo”)[3]. Przytoczona powyżej definicja nie wyczerpuje jednak istoty zagadnienia i wymaga uściślenia. Wiadomym jest, że nie każdą wydrukowaną i powieloną publikację możemy nazwać książką. Np. niepublikowane prace magisterskie czy dysertacje doktorskie przybierają kształt maszynopisu (komputeropisu). Ich formę elektroniczną w świetle przytoczonej definicji moglibyśmy jednak określić jako książkę elektroniczną. Ale czy tak naprawdę nią jest? Czy zatem każdy tekst zapisany w postaci cyfrowego pliku, wrzucony przez użytkownika internetu w wirtualny obieg może zasłużyć na miano e-książki? Z pewnością wraz z rozwojem metodologii badań nad e-publishingiem, kwestie te zostaną rozstrzygnięte, a samo pojęcie „książki elektronicznej” ulegnie doprecyzowaniu.

 

Zalety i wady

Nic na świecie nie jest doskonałe i tak samo e-booki mają swoje słabe i mocne strony. Zacznę od korzyści wynikających z tej formy dostępu do tekstu. Za podstawowe uznaję:

a) nieograniczony dostęp – wydawnictwa elektroniczne nie są ograniczone nakładem, wystarczy udostępnić plik w sieci, aby mogła mieć do niego dostęp nieskończona liczba odbiorców

b) wewnątrztekstowe wyszukiwanie treści – aby dotrzeć do interesującego nas fragmentu nie musimy wertować treści strona po stronie. Wystarczy odpowiednie narzędzie w postaci wyszukiwarki słów kluczowych, która odeśle nas do pożądanej frazy

c) hipertekst – czyli możliwość poruszania się wewnątrz tekstu przy pomocy odsyłaczy (hiperlinki), które prowadzą nas od jednej partii tekstu do drugiej

d) kopiowanie i kompilowanie – czyli popularne „kopiuj – wklej” („ctrl c” i „ctrl v”). Oczywiście nie chodzi tu o produkowanie plagiatów. Funkcjonalność ta jest niewątpliwie ułatwieniem np. w procesie uczenia się (zbierania wiedzy na dany temat) czy pracy naukowej (kwerendy bibliograficzne)

e) oszczędność miejsca – e-booki nie zajmują nam miejsca na półkach czy np. w torbach podróżnych w czasie wakacyjnych lub służbowych wojaży. Czytnik książek elektronicznych pomieści ich w swojej pamięci setki czy nawet tysiące, a waży niewiele.

 

Tego typu publikacje mają również swoje słabe strony, z których za najważniejsze uważam:

a) konieczność użycia urządzenia do odczytu – e-książki możemy czytać jedynie za pośrednictwem specjalnie do tego celu przystosowanych urządzeń: czytników e-booków, komputerów, telefonów komórkowych, tabletów itp., te wymagają zasilania energią elektryczną, jeśli jej zabraknie nie odczytamy treści publikacji

b) wysoka cena czytników  uważam, iż jest to obecnie największy hamulec w procesie upowszechniania się publikacji elektronicznych wśród czytelników. Oczywiście do odczytu użyć możemy komputerów czy telefonów, do których w zasadzie większość ma dostęp, jednak urządzenia te nie zapewniają pełnego komfortu czytania. Niewiele osób dysponuje e-czytnikiem wykorzystującym technologię papieru elektronicznego. Dziś tego typu urządzenia traktowane są bardziej jako technologiczne gadżety niż przedmioty codziennego użytku. Warto jednak przypomnieć, iż jeszcze kilkanaście lat temu podobnie sytuacja przedstawiała się jeśli chodzi o telefony komórkowe. Obecnie są one w powszechnym użytku, a operatorzy dostarczają je nam za przysłowiową „złotówkę”. Wystarczy wykupić odpowiedni abonament, w którym mieszczą się określone usługi. Analogiczny schemat znajdzie z pewnością zastosowanie również w przypadku e-booków. Abonent otrzyma darmowy czytnik, a w zamian zobowiąże się do wnoszenia cyklicznej opłaty. Dzięki temu uzyska dostęp do określonej liczby e-książek, a także legalnych plików muzycznych i filmowych. 

           

Fakty i mity
Wokół kwestii publikacji elektronicznych narosło wiele mitów. Postaram się niektóre z nich zweryfikować.

Mit 1: E-booki są tańsze niż wydania papierowe. Na pewno są tańsze w produkcji i dystrybucji, jednak aktualne ceny poszczególnych tytułów niewiele odbiegają od wydań książkowych. Z pewnością z biegiem czasu te proporcje ulegną zmianie na korzyść e-booków.

Mit 2: Czytanie publikacji elektronicznych męczy wzrok. Czytanie wydań papierowych jak i elektronicznych wymaga stworzenia ku temu odpowiednich warunków. W przypadku publikacji tradycyjnych znaczenie ma z pewnością oświetlenie, rozmiar czcionki. Czytając kieszonkową edycję książki w zaciemnionym przedziale pociągu, z dodatkowymi atrakcjami w postaci drgania wagonu, narażamy nasz wzrok na przemęczenie. Również w przypadku e-booków oddawanie się lekturze, w warunkach niedostosowanych do tego, jest meczące. Odczytywanie tekstu na podświetlanych ekranach (np. komputera) na dłuższą metę nie jest ani przyjemne, ani zdrowe. Nie mówiąc już np. o smartfonach o małej przekątnej ekranu. Najwłaściwszą formą odbioru tekstu elektronicznego są czytniki wykorzystujące technologię E Ink (papier elektroniczny). W odróżnieniu od wyświetlaczy ciekłokrystalicznych, obraz na wyświetlaczu z technologią E Ink nie ulega zniekształceniom bez względu na kąt patrzenia, oświetlenie, dotyk czy nawet zginanie. Pobierają mało energii, którą wykorzystują jedynie do zmiany obrazu (strony). Najważniejszą ich cechą jest to, iż nie męczą wzroku. Dodatkowo możemy dostosować wielkość czcionki do własnych potrzeb.

Mit 3: E-book to nie książka. Wielu wyraża taką opinię. Aby wyjaśnić tę kwestię należałoby zajrzeć do kilku definicji pojęcia „książka”. Przytoczę w pierwszej kolejności zamieszczoną w Wikipedii: Książka – dokument piśmienniczy, zapis myśli ludzkiej, raczej obszerny, w postaci publikacji wielostronicowej o określonej liczbie stron, o charakterze trwałym.

Dzisiejsza postać książki wywodzi się od kodeksu, czyli kartek połączonych grzbietem, które wraz z upowszechnieniem pergaminu zastąpiły poprzednią formę dokumentu piśmienniczego, czyli zwój.

Nie ma wątpliwości, iż e-booki spełniają kryteria określone w pierwszym zdaniu definicji. Pod względem treści nie różnią się od swoich analogowych odpowiedników. Jednak pewne zastrzeżenia budzić może druga jej część, gdyż e-książki nie posiadają formy kodeksu - one w ogóle nie posiadają formy materialnej. Zwrócić należy uwagę na to, iż definicja mówi o procesie ewolucji „książki”, tym samym nie wyklucza etapów dalszej przemiany jej modelu, np. w formę elektroniczną. W internetowej Encyklopedii PWN znajdziemy natomiast zapis mówiący o tym, iż książka występuje „głównie w postaci kodeksu”. Nie wyklucza zatem ich istnienia również pod inną postacią.

Często twierdzi się, iż e-bookom brakuje prawdziwego ducha książki: nie słychać szelestu papieru, nie czuć zapachu farby. Są to jednak odczucia subiektywne. Jedni uznają to za wadę, dla innych będzie wręcz zaletą.

Sami bibliotekarze nie traktują e-booków równorzędnie z książką drukowaną. Statystyki biblioteczne osobno odnotowują udostępnienia książek tradycyjnych i elektronicznych. Zazwyczaj te drugie wrzuca się do jednego statystycznego worka wraz z innymi zbiorami elektronicznymi, tym samym zamazując właściwy obraz czytelnictwa.

 

Zakończenie

Dyskusja na temat przewagi książki tradycyjnej nad elektroniczną i odwrotnie trwa i z pewnością nie umilknie zbyt szybko. Zapoznając się z różnymi opiniami w tej dyspucie natrafiłem na słuszny pogląd, iż szukanie odpowiedzi na pytanie „co jest lepsze?” wydaje się bezcelowe. Warto natomiast zastanowić się, co się kiedy bardziej przyda i sprawdzi. Do tego dodałbym „i opłaci”. Można zgodzić się z Piotrem Marciszukiem, byłym Prezesem Polskiej Izby Książki, który – wypowiadając się co prawda o książkach mówionych – zauważył, że audiobooki nie są konkurencją dla tradycyjnej książki, tylko inną formą popularyzacji literatury, a w zmediatyzowanym świecie, w którym nasze życie toczy się w rytm przekazów elektronicznych, każda forma kontaktu z literaturą, z książką jest na wagę złota[4]. Tę myśl odnieść można również do e-booków.

Zdaję sobie sprawę, iż w krótkim artykule nie jestem w stanie rozwinąć wielu wątków związanych z obecnością e-booków w naszym życiu. Niech zatem niniejszy tekst stanie się przyczynkiem do dalszej dyskusji i zachętą do analizy zjawisk czytelniczych, które wiążą się z procesem cyfryzacji.

 

Polecane publikacje:

Ghosh T. B., E-Books: Its accessibility, Problems and Prospects in context to Science & Technology Libraries in India, dostęp on-line: http://eprints.rclis.org/bitstream/10760/5793/1/E-book_ILA_2004__Published.pdf

Gołębiewski Ł., E książka. Szerokopasmowa kultura, Warszawa 2009. 

Gołębiewski Ł., Śmierć książki. No future book, Warszawa 2008.

Jenkins H., Kultura konwergencji. Zderzenie starych i nowych mediów, Warszawa 2007.

Książka tradycyjna czy eBook? [w:] JustKoz Personalny Blog Kulturalny, dostęp online: http://koziol.info.pl/2011/01/ksiazka-tradycyjna-czy-ebook

 

dr Dawid Kotlarek
WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze



[1] Na podstawie angielskojęzycznej edycji Wikipedii.

[2] http://oxforddictionaries.com

[3] L. Eaton, The emerging phenomenon of books published first in digital format, “Library Journal” [on-line] 15 maja 2009 [dostęp 12 lipca 2012]. Dostępny w World Wide Web: http://www.libraryjournal.com/article/CA6657392.html

[4] http://audiobookfan.nexto.pl/category/ogolna/o-audiobookach-w-mediach