Między agorą a jarmarkiem

Pawe_BraunBez wątpienia biblioteki znajdują się obecnie w jednym z najciekawszych momentów w swojej historii. Zarówno cyfryzacja zbiorów, jak i powszechny dostęp do wiedzy zgromadzonej online stawia pod znakiem zapytania rolę, a nawet potrzebę istnienia naszych placówek.

Skoro dostęp do treści zgromadzonych w bibliotekach może być łatwy i wygodny z dowolnego urządzenia elektronicznego będącego „w sieci", to należy się spodziewać, że zainteresowanie książką czarnodrukową będzie z roku na rok znacząco maleć. Jaka więc będzie przyszłość bibliotek i jak się na nią przygotować?

Wśród wielu pomysłów na funkcjonowanie naszych instytucji dominują te związane z ideą trzeciego miejsca przedstawioną w roku 1989 przez amerykańskiego socjologa Raya Oldenburga. Według tej teorii nowego źródła atrakcyjności naszych placówek powinniśmy poszukiwać poprzez odwołanie się do emocjonalnych czy społecznych potrzeb czytelników. Przedstawić im taką ofertę, która będzie wypełniała czas pomiędzy pracą a domem i kumulowała energię społeczności lokalnej w celu zaspokojenia potrzeby integracji i samorozwoju.

Choć koncepcja Oldenburga nie była przygotowana z myślą o instytucjach publicznych, to wydaje się, iż w poszukiwaniu nowych ścieżek rozwoju dla bibliotek nie mogliśmy trafić lepiej. Trudno o bardziej egalitarną, powszechną i cieszącą się większym zaufaniem w swoim środowisku instytucję niż biblioteka. Jesteśmy prawie wszędzie, w dużych aglomeracjach i małych gminach. Otwarci dla każdego bez względu na wiek, płeć, wyznanie czy poglądy polityczne, a w dodatku nasze usługi są bezpłatne. Trudno by więc było znaleźć lepszego kandydata do wdrażania idei trzeciego miejsca. I tu pojawiają się moje wątpliwości.

Najczęstszą interpretacją idei trzeciego miejsca na gruncie bibliotek jest określenie jej roli jako miejsca spędzania czasu, miejsca wypoczynku, zabawy i samorozwoju. Jeśli przyjmiemy najszersze definicje tych pojęć, to może się okazać, że zadaniami uprawnionymi w naszej działalności będą zarówno organizacja lekcji karate, dyskoteki, jak i pokazy sztucznych ogni oraz wieczorna działalność restauracyjno-barowa. Ta nieco przesadzona interpretacja najczęstszych pomysłów na działalność biblioteki ma na celu jedynie ukazanie zagrożeń wynikających z braku ram definicyjnych działalności bibliotek realizujących nową ideę. Ale czy na pewno biblioteki w świetle obowiązujących przepisów, a więc przypisanej im roli, mogą realizować ideę trzeciego miejsca, tak jak ją widział Oldenburg, czy też są jakieś ograniczenia?
W obecnie funkcjonujących przepisach podstawowych regulujących pracę bibliotek próżno by szukać możliwości realizacji nowych zadań stawianych bibliotekom. Artykuł czwarty Ustawy o bibliotekach określa nasze zadania w sposób następujący:

1. Do podstawowych zadań bibliotek należy:
1) gromadzenie, opracowywanie, przechowywanie i ochrona materiałów bibliotecznych;
2) obsługa użytkowników, przede wszystkim udostępnianie zbiorów oraz prowadzenie działalności informacyjnej, zwłaszcza informowanie o zbiorach własnych, innych bibliotek, muzeów i ośrodków informacji naukowej, a także współdziałanie z archiwami w tym zakresie.
2. Do zadań bibliotek może ponadto należeć prowadzenie działalności bibliograficznej, dokumentacyjnej, naukowo-badawczej, wydawniczej, edukacyjnej, popularyzatorskiej i instrukcyjno-metodycznej.

Na szczęście jest jeszcze artykuł 18 ww. ustawy:

Biblioteki publiczne służą zaspokajaniu potrzeb oświatowych, kulturalnych i informacyjnych ogółu społeczeństwa oraz uczestniczą w upowszechnianiu wiedzy i kultury.

Wprawdzie nie wiem, czy intencje ustawodawców szły tak daleko jak nasze obecne pomysły na bibliotekę, ale przyznać trzeba, że dają nam one szerokie pole działania. Trzeba tu jednak zauważyć, że przepisy prawa ograniczają też sferę naszych aktywności do trzech podstawowych pól – edukacja, kultura i informacja. Wydaje się, iż to ograniczenie jest niezwykle istotne w budowaniu modelu funkcjonowania współczesnej biblioteki.

Spróbuję zatem określić kilka zadań, które w moim odczuciu zarówno odpowiadają na zmieniające się potrzeby naszych odbiorców, jak i pozwalają nam, bibliotekarzom, realizować nasze zadania bez obawy, że popadniemy w pułapkę budowania oferty popularnej, ale niezwiązanej w żaden sposób z postawionymi nam zadaniami:

• Rozwijanie kultury słowa
• Budowanie kompetencji czytelniczych
• Zachowanie i prezentacja dziedzictwa kulturowego
• Rozwój kreatywności i umiejętności
• Demokracja partycypacyjna
• Debata publiczna
• Włączenie społeczne
• Integracja międzypokoleniowa
• Miejsce spotkań i prezentacji innych kultur
• Miejsce integracji lokalnych społeczności

Jeśli zaczniemy budować kapitał społeczny bibliotek od realizacji tych podstawowych celów, to istnieje znacznie mniejsza obawa, że podstawowe zadania biblioteki wkrótce zostaną zmarginalizowane, a nasza nowa rola miejskiej agory zamieni się w tani jarmark.

Choć przedstawione powyżej obawy wydają się przedwczesne i przesadzone, to należy pamiętać, że w poszukiwaniu nowych środków działania łatwo jest wkroczyć na ścieżkę, z której trudno będzie powrócić, a największy kapitał społeczny, który obecnie posiadamy, czyli prestiż i zaufanie do nas i naszej działalności, to na co pracowaliśmy od bardzo dawna, można utracić w bezrefleksyjnym poszukiwaniu krótkotrwałej popularności.

Paweł Braun
dyrektor WiMBP w Gdańsku