Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /libraries/cms/application/cms.php on line 470
Urodzili się... 16 stycznia: Ewa Demarczyk - Bibliotekarz Lubuski

Urodzili się... 16 stycznia: Ewa Demarczyk

Polska piosenka miała ogromne szczęście - już na pierwszym festiwalu w Opolu objawił się diament, który zwykle pojawia się raz na kilka dekad. Wizerunek, głos, interpretacja - to wszystko składało się na niepodrabialną osobowość. Czarny Anioł odszedł, ale jej piosenki pozostaną z nami na zawsze.

Czasem zdarza się w historii muzyki postać zupełnie wyjątkowa. Taka, która stanowi klasę samą dla siebie, gdzie przestają być ważne podobieństwa do tego, czy innego artysty, a na pierwszy plan wysuwa się niepowtarzalność i trudna do podrobienia oryginalność. Ewa Demarczyk do takich artystów należy z pewnością. Porównywano ją do Juliette Greco, Edith Piaf, jej interpretacje stawiano obok kunsztu Jacquesa Brela, ale przecież każdy z tych punktów mówi o wiele mniej niż to, co kryje się za sztuką tej wybitnej artystki.

Urodziła się 16 stycznia 1941 roku w Krakowie. Była muzykalnym dzieckiem, któremu wróżono karierę pianistki. Po ukończeniu średniej szkoły muzycznej okazało się jednak, że scena ma do zaoferowania więcej niż recital fortepianowy. Był to dla Ewy Demarczyk czas poszukiwań, nie bardzo wiedziała, które ze swoich zainteresowań wybrać - zdawała na architekturę, studiowała grę na fortepianie na Akademii Muzycznej, interesowała się także aktorstwem. Okazało się wkrótce, że to muzyce i śpiewaniu poświęci się bez reszty.

Architekturę szybko porzuci, naukę na Akademii Muzycznej w klasie fortepianu przerwie po pierwszym roku i poświęci się nauce na PWST w Krakowie (szkołę ukończy już jako gwiazda piosenki - w 1966 roku). Studenckie życie dało jej szansę na sceniczny debiut: początki jej kariery związane są z krakowskim klubem "Cyrulik", w którym działał kabaret Akademii Medycznej, gdzie debiutowała w roku 1961. Wieść o ciekawej wokalistce występującej w "Cyruliku" obiegła cały Kraków i trafiła do Piwnicy pod Baranami, która nie zwykła przepuszczać takich okazji.

Piwnica pod Baranami

Rok po swoim debiucie Ewa Demarczyk dołączyła do zespołu Piwnicy w 1962. Stało się to za sprawą Zygmunta Koniecznego, który zachęcony przez Przemysława Dyakowskiego, wraz z Piotrem Skrzyneckim udał się do "Cyrulika" posłuchać pięknie śpiewającej dziewczyny. Ta dziewczyna stała się bodaj najważniejszą artystką w karierze Koniecznego, utalentowanego kompozytora, którego piosenki w ogromnym stopniu ukształtowały muzyczny charakter Piwnicy pod Baranami.

Duet Demarczyk-Konieczny jest do dziś symbolem współpracy niezwykłej, kongenialnej w budowaniu dzieła muzycznego i kształtowania wyjątkowej relacji kompozytor-wykonawca. Konieczny znalazł w Demarczyk medium idealne. Wokalistka nie tylko doskonale interpretowała pisane przez niego utwory, ale także wydobywała z nich rzeczy ukryte, budowała z nich całkowicie oryginalne kreacje, będące dziś klasyką polskiej piosenki. "Karuzela z Madonnami", jeden z pierwszych przebojów Demarczyk, to kompozycja znakomita, doskonale interpretująca tekst Mirona Białoszewskiego, doskonale wygrywając zawarty w słowach ruch, pęd, w trójdzielnym metrum zawierając atmosferę onirycznego lunaparku.

W każdym wykonaniu ten utwór prezentuje się znakomicie, ale tylko wykonanie Demarczyk czyni z "Karuzeli z Madonnami" arcydzieło; w pełni wydobywa to, co pozostaje w muzycznym tekście niedookreślone, schowane między słowem a muzyką. Jest posągowa, poważna, a jednocześnie pełna werwy, blasku, życiodajnego pędu. Truizmem byłoby akcentowanie jej technicznych możliwości wokalnych - tempo i dykcja stają się tu narzędziem poetyckiego wyrazu, nie ma w tym wykonaniu niczego z pustej ekwilibrystyki, jest natomiast pełnia odczytania poezji Białoszewskiego i muzyki Koniecznego. Pełnia, która uderza w samodzielnej lekturze wiersza poety, jego karuzela już zawsze będzie wirować i wibrować głosem Demarczyk. Nie dziwi zupełnie, że śpiewając "Karuzelę z Madonnami" Ewa Demarczyk stała się główną gwiazdą Piwnicy pod Baranami, a przez to główną gwiazdą Krakowa.

Czarny anioł

Po lokalnym sukcesie (jeszcze w 1962 wygrała "Karuzelą z Madonnami" 1. Ogólnopolski Festiwal Piosenki Studenckiej w Krakowie) przyszedł czas na objawienie ogólnopolskie. Nie trzeba było na nie długo czekać. Po podbiciu Krakowa, Ewa Demarczyk podbiła całą Polskę brawurowym występem na 1. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, śpiewając "Taki Pejzaż" i "Czarne Anioły". W Opolu nie miała sobie równych. W czasie rosnącej popularności big beatu pojawiła się na scenie w repertuarze ambitnym, trudnym i niebanalnym, a jednocześnie - niepokornym, ciemnym, ostrym. Dawała publiczności to, czego polski rock nie będzie jeszcze w stanie dać: artystyczną niezależność, wyrafinowane połączenie szczerej, bezpośredniej emocjonalności i dopracowanego w najdrobniejszych gęstwach artystycznego wyrazu.

Jej kreacje porażały - i porażają do dziś: ascetyczna oszczędność gestu, czerń strojów, bezruch. I twarz: niczym maska teatru antycznego, z nieruchomym spojrzeniem świdrującym - bez mrugnięcia powieki -przestrzeń. Niewidząca, a może właśnie odwrotnie - widząca wszystko, całą złożoność świata, o którym śpiewa. Mająca wgląd w to, co niedostrzegalne dla siedzących przed nią na recitalach widzów. Ponad ich głowami patrząca w punkt, z którego zdawały się płynąć wszystkie śpiewane przez nią poezje.

Jej głos był wehikułem łączącym dwie rzeczywistości: poetycką i ziemską, ludzką, peerelowską. To głos i słowo są w jej interpretacjach najważniejsze: czerń ma stopić artystkę ze sceną, gest i grymas nie może rozpraszać, twarz nie może odwracać uwagi od słowa - w swojej nieruchomości to słowo podkreśla i uwypukla. Słowo, wprawione w muzyczny ruch przez Zygmunta Koniecznego, realizowane i materializowane na scenie przez Ewę Demarczyk. Słowo niezwykle różnorodne, poruszające wiele strun poezji: "Czarne anioły" (Wiesław Dymny), "Deszcze" (Krzysztof Kamil Baczyński) czy "Grande valse brillante" (Julian Tuwim).

1963 rokiem Ewy Demarczyk

1963 był rokiem Ewy Demarczyk. To wtedy ukazuje się jej pierwsza płyta, tzw. czwórka z utworami "Karuzela z Madonnami", "Taki pejzaż" i "Czarne Anioły" (w wersjach, które artystka oceniała jako bardziej udane niż te, które pojawiły się na jej późniejszym, debiutanckim longplayu). Tuż po Festiwalu Opolskim została zaproszona na 3. Międzynarodowy Festiwal Piosenki do Sopotu, gdzie zdobyła Nagrodę Specjalną "za oryginalność utworu" "Czarne Anioły".

Obok występów festiwalowych, organizatorzy zorganizowali jej niezależny, osobny recital w Teatrze Letnim. Było to szczególnie istotne w kontekście jej dalszej kariery estradowej. W tym czasie gościł w Sopocie Bruno Coquatrix, dyrektor paryskiej Sali Olimpii. Zachwycony występem Demarczyk zaprosił ją do Paryża, jednak wokalistka odmówiła: uznała, że ważniejsze dla niej będzie ukończenie Szkoły Teatralnej. Ta anegdota dobrze pokazuje charakter Ewy Demarczyk, który dał się poznać od najwcześniejszych lat jej kariery estradowej.

Sztuka, aby pozostać sztuką, musi być traktowana z powagą, wymaga ciągłej i ciężkiej pracy: nad warsztatem, nad tekstem muzycznym, nad interpretacją tekstu. I dlatego szkoła, która warsztat pracy jej dawała, stała się w 1963 roku ważniejsza niż lukratywny i prestiżowy wyjazd do Paryża. Tak, jakby Demarczyk zdawała sobie sprawę z faktu, że do Paryża prędzej czy później trafi - a jeśli zwłokę wykorzysta na artystyczny rozwój, odbędzie się to tylko z korzyścią dla niej samej jako artystki. Bruno Coquatrix nie musiał jednak czekać do końca studiów Demarczyk, w paryskiej Olimpii zaśpiewała już w 1964, podbijając serca francuskiej krytyki (artykuły w prasie, zdjęcia na okładkach, dodatkowe występy).

Poezja ma bronić się sama

Po Francji przyszły koncerty w Belgii, Szwajcarii, Szwecji i innych krajach Europy. Wszędzie śpiewała po polsku. Nie poddawała się modzie na śpiewanie w języku kraju, do którego przywiodły muzyczne ścieżki jej koncertów: według Demarczyk poezja, którą wykonywała miała bronić się sama, bez konieczności tłumaczenia. Jeśli tak się w istocie działo, to głównie za sprawą wybitnej osobowości scenicznej piosenkarki, przekazującej muzycznym językiem migowym sens utworu, tłumaczącym język polski na wszystkie języki świata.

Obok zagranicznych podróży, rok 1964 przyniósł także Ewie Demarczyk kolejne sukcesy w kraju - m.in. nagrodę za "Grande valse brillante" na Festiwalu w Sopocie. Koncerty zagraniczne, polskie, występy w Piwnicy pod Baranami, nagrody (Sopot '65 i "Wiersze wojenne" do słów Baczyńskiego)  - wszystko to trwało do 1966 roku, kiedy to doszło do poważnych zmian w życiu artystki. Skończyła szkołę teatralną, rozpoczęła niezależną od Piwnicy pod Baranami działalność z własnym zespołem, a nade wszystko - skończyła współpracę z Zygmuntem Koniecznym (powody tego artystycznego rozwodu do dziś pozostają niejasne) i rozpoczęła pracę z kompozytorem Andrzejem Zaryckim.

Ewa Demarczyk śpiewa piosenki Zygmunta Koniecznego

Na przełomie stycznia i lutego 1967 artystka zarejestrowała utwory, które ukazały się na jej debiutanckim albumie "Ewa Demarczyk śpiewa piosenki Zygmunta Koniecznego". Sama artystka z tego wydawnictwa nie była zadowolona:

Jest to bardzo zła płyta. Nie wiem, komu zależało na tym, aby przyciemnić sztucznie mój głos, który ma jasną barwę. Zresztą, aż roi się na niej od zniekształceń technicznych. Czym innym jest mniej udane nagranie radiowe, które można zetrzeć, czym innym płyta, która pozostaje.

A jednak, mimo mankamentów technicznych, debiutancki album Ewy Demarczyk stał się jedną z najważniejszych płyt w historii polskiej muzyki rozrywkowej. 

Przełom lat 60. i 70. był dla Ewy Demarczyk czasem dalekich tras koncertowych: Włochy Francja, Kuba, Meksyk, USA, Australia, Finlandia, największe sale koncertowe: Carnegie Hall w Nowym Jorku, Chicago Theatre, Queen Elisabeth Hall w Londynie i Theatre Cocoon w Tokio. To także czas międzynarodowych sukcesów artystycznych, by wspomnieć nagrodę na Światowym Festiwalu Teatralnym w Arezzo w 1967 roku.

Demarczyk w filmie

Ewa Demarczyk rozpoczęła także próby na polu muzyki filmowej, trzeba tu wymienić "Barierę" Jerzego Skolimowskiego oraz "Zbyszka" Jana Laskowskiego, obraz poświęcony Zbigniewowi Cybulskiemu. Szczególnie utwór z "Bariery" przykuwa uwagę - to napisana do tekstu Skolimowskiego piosenka Krzysztofa Komedy "Z ręką na gardle". W tym kameralnym utworze spotykają się dwie wielkie osobowości polskiej muzyki lat 60. - Demarczyk i Komeda. Zaskakująco przełamywane trójdzielne metrum, niepokojące efekty sonorystyczne, charakterystyczna melodyka Komedy są przez Demarczyk znakomicie interpretowane. Słychać rękę jazzowego mistrza, ale to canto Demarczyk jest tym, co sprawia, że z poziomu piosenki kompozycja wznosi się na wyżyny artystycznego mistrzostwa, które w istocie ściska za gardło: z wrażenia, przerażenia, zgryzoty.

W 1970 roku powstał film muzyczny "Ewa Demarczyk". Ten półgodzinny zapis koncertu artystki, w reżyserii Jana Laskowskiego do dziś pozostaje jednym z najważniejszych dokumentów jej kariery. Uświadamia wyraźnie, jak istotne jest w interpretacjach Demarczyk to, co funkcjonuje poza pierwszoplanowym poetyckim słowem i wspierającą je muzyką. Niby niewiele, niby monotonnie - ale po chwili obcowania z tym jednolitym obrazem okazuje się, że najmniejsze drgnięcia, grymasy, spojrzenia, kiwnięcia rosną do rangi znaków mocniejszych niż wszystkie współczesne frenetyczne parady estradowych gwiazd.

Niestety, film dostępny był jedynie na antenie telewizyjnej, a na kolejną płytę długogrającą miłośnicy Demarczyk musieli czekać aż do 1974 (siedem lat od debiutu!), kiedy to ukazał się album wydany przez rosyjską wytwórnię Melodia. Znalazły się na niej wcześniejsze przeboje, tym razem zaśpiewane w języku rosyjskim, a także polskie piosenki, nowe bądź wcześniej nie wydane na płycie.

Tajemnicza postać

W 1976 Ewa Demarczyk ostatecznie rozstaje się z Piwnicą pod Baranami (rozejście się artystycznych dróg datować można nawet wcześniej, na 1972 rok). Często daje przedstawienia, jeździ po świecie, ale ze szkodą dla współczesnego odbiorcy - bardzo mało nagrywa, niewiele też wiadomo o jej ówczesnym życiu artystycznym.

Dopiero w 1979 roku ukazuje się podwójny album koncertowy. Znakomity, do dziś oddający ową niezwykłą atmosferę jej recitalu. Niestety, jednocześnie jest to ostatnia pozycja w skromnej - za skromnej - dyskografii artystki. Od końca lat 70. Ewa Demarczyk nie tylko nie nagrywała w studio, ale także koncertowała coraz rzadziej, angażując się jednocześnie w prowadzenie krakowskiego Teatru Muzyki i Poezji, zwanego Teatrem Ewy Demarczyk (od ok. 1985). Problemy z prowadzeniem tej placówki, spory z władzami miasta, niejasne postanowienia prawne dotyczące lokalizacji teatru, próby znalezienia nowego miejsca - wszystko to stopniowo oddalało artystkę od scenicznych kreacji. Jeszcze w połowie lat 90. można ją było usłyszeć na żywo, dziś jest to niemożliwe.

Ewa Demarczyk wycofała się z życia publicznego, skutecznie ukrywając się przed dziennikarzami i fanami. Powody tej decyzji są niejasne, ale nie powinno się ich specjalnie dociekać, tak jak nie powinno dziwić milczenie Ewy Demarczyk. Zawsze konsekwentnie oddzielała życie sceniczne od życia prywatnego. Od samego początku scenicznej kariery unikała wywiadów, a w tych których udzielała skupiała się podczas rozmowy wyłącznie na sztuce i sprawach związanych ze sceną. Nie chciała jawić się w nich jako koleżanka, normalna dziewczyna z sąsiedztwa, nie chciała być w nich gwiazdą. Nie chciała, by głos prywatny, niemuzyczny, niepoetycki, wpływał na odbiór jej scenicznej kreacji.

To głos ze sceny był jej głosem prawdziwym, osobistym, jedynym. Kiedy przyszedł czas, że już nie mogła nim przemawiać (powody mogły być różne, ale nie są przecież w tym kontekście istotne), postanowiła zamilknąć, pozostawiając nagrania, w których wciąż śpiewa tak, jak mogła najlepiej, najpełniej, najbardziej intensywnie. Kategoryczna emigracja i wycofanie z mediów w imię sztuki - w czasach telewizyjnych powrotów, reaktywacji, reedycji, wzbogaconych wersji, nowych odsłon taka decyzja musi wzbudzić uznanie. Niewiele osób jest dziś w stanie myśleć o sztuce w tak absolutnych kategoriach.

źródło: culture.pl

CYTATY:

„Nigdy nie zabiegałam o szeroką popularność. Interesowała mnie sztuka elitarna i mam świadomość tego, że to, co robię, nie jest łatwe, że wymaga od publiczności pewnego przygotowania muzycznego i literackiego.“
 
„Chcę śpiewać, grać spektakle, spotykać się z ludźmi. To jest dla mnie najważniejsze, bo nie lubię nagrań, rejestracji telewizyjnych. Nie uznaję sztuki dla sztuki, gdyż śpiewam dla ludzi, z którymi chcę mieć dobry kontakt i myślę, że daję im sporo. Zresztą, oni też mi wiele dają. Na spektaklu następuje między nami sprzężenie zwrotne. Wspaniałe uczucie. to jest właśnie to, dlaczego warto uprawiać ten zawód. Tylko to ma sens, i dla tego warto żyć. Urodziłam się po to, by śpiewać.“
Źródło: quotepark.com

CIEKAWOSTKI:


Ewa Demarczyk urodziła się 16 stycznia 1941 roku w Krakowie.
Była córką Leonarda Demarczyka i Janiny Bańdo. Rodzina mieszkała w kamienicy przy ulicy Wróblewskiego 4, na Kleparzu w Krakowie, gdzie Ewa przyszła na świat. Ojciec Ewy był rzeźbiarzem, często wykonywał zlecenia kościołów, a jego ulubionym motywem była Madonna z Dzieciątkiem. Matka zajmowała się krawiectwem.
2.Rodzice posiadali dziewięćdziesięciometrowe mieszkanie i w związku z tym w czasie wojny żyło w nim osiemnaście osób.
Była to rodzina zarówno ze strony ojca jak i matki, którzy z różnych powodów potracili swoje mieszkania w czasie wojny.
3.W 1944 roku na świat przyszła siostra Ewy - Lucyna.
Siostry od początku bardzo różniły się od siebie. Ewa - pełna energii brunetka, dowcipna i pogodna, Lucyna - cicha i spokojna blondyneczka. Ewa trenowała siatkówkę i gimnastykę przyrządową, chętniej niż zabawę lalkami wybierała grę w zośkę z chłopakami z podwórka. Gdy wracała do domu z poobijanymi kolanami, matka mówiła o niej: "najbrudniejsze dziecko w okolicy".
4.Siostry rywalizowały ze sobą.
Ewa rysowała, ale nigdy tak dobrze jak Lucyna. Lucyna śpiewała, ale nigdy tak dobrze jak Ewa. Lucyna studiowała w Akademii Sztuk Pięknych, skończyła formę przemysłową, układała kompozycje z suszonych kwiatów. Przygotowywała m.in. wystrój ołtarza w "Dziadach" Swinarskiego. Była asystentką scenografki Teresy Barskiej, razem pracowały przy "Wodzireju" Feliksa Falka. Przez wiele lat pracowała w "Zwierciadle", gdzie prowadziła rubrykę "Bukiet dla domu proponuje Lucyna Demarczyk". Już w dorosłym życiu nie utrzymywała kontaktu z Ewą.
5.Rodzina Ewy Demarczyk była rozśpiewana.
Demarczyk twierdziła, że głos odziedziczyła po ojcu, który miał wspaniały tenor o niepowtarzalnym, dramatycznym brzmieniu. Miał słuch absolutny, grał na wielu instrumentach. Matka również pięknie śpiewała.
6.Kilkuletnia Ewa uczyła się gry na fortepianie.
Nie była zbyt pilną uczennicą, często opuszczała lekcje. Sama o sobie mówiła: "chyba byłam zdolna, tylko leniwa, ćwiczyć to nie lubiłam".
7.Pierwszy występ na scenie miała Ewa w piątej klasie szkoły podstawowej.
Zaśpiewała wówczas do symfonii Andrzeja Panufnika.
8.W 1960 roku Ewa Demarczyk ukończyła Państwową Szkołę Muzyczną II stopnia im. Władysława Żeleńskiego w Krakowie.
Ewa nie mogła zdecydować się jaki kierunek dalszego kształcenia obrać. Brała pod uwagę medycynę, architekturę i, nieśmiało, aktorstwo.
9.Ewa zawsze kierowała się w życiu zasadą: "że trzeba trzymać się tego, co się postanowiło, bo tylko wtedy nie ma ryzyka popełnienia błędu".
Postanowiła zdawać na architekturę. Na egzaminach wypadła kiepsko i oblała. Nie poddała się, rok później, już jako studentka Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej, zdawała jeszcze raz. Jej profesorem był Wiktor Zin.
10.Ewa miała przekorną naturę; buntowała się, gdy ktoś jej coś kazał. Umiała postawić na swoim.
Kiedy kazano jej iść, stała. Gdy kazano siedzieć, biegała. Od dziecka zadziwiała oryginalną urodą, ale też charakterem.
11.Gdy była studentką pierwszego roku architektury, związała się z kabaretem "Cyrulik", który założyli studenci krakowskiej Akademii Medycznej.
Pierwszy raz publicznie (nie licząc występu w szkole podstawowej) zaśpiewała na Balu Rymarza i bardzo jej się to spodobało.
12.Udany występ zachęcił Ewę do podjęcia próby dostania się do PWST.
Do szkoły dostała się za pierwszym razem, choć komisja oceniła jej predyspozycje dość nisko: warunki zewnętrzne - dostateczny, dykcja - minus dostateczny, głos - dobry, wyrazistość - dostrzegalna.
13.O występach "Cyrulika" zrobiło się głośno w Krakowie. Wieść o pięknie śpiewającej dziewczynie dotarła do Piwnicy pod Baranami.
Aby sprawdzić, czy pogłoski są prawdziwe, na występ Demarczyk przyszedł sam Piotr Skrzynecki, który uznał, że Ewa jest zjawiskowa i od razu zaprosił ją pod Barany.
14.W Piwnicy pod Baranami zadebiutowała "Czarnymi aniołami" do słów Wiesława Dymnego.
Przy pianinie siedział Zygmunt Konieczny, który napisał muzykę do tekstu Dymnego. Ewa miała wtedy 21 lat, zaśpiewała tak, że sala zamarła.
15.W 1962 roku Demarczyk wzięła udział w Pierwszym Ogólnopolskim Konkursie Piosenkarzy Studenckich.
Ewa zaśpiewała "Karuzelę z madonnami" - wiersz Mirona Białoszewskiego, do którego muzykę napisał Zygmunt Konieczny. Zajęła drugie miejsce.
16.Rok później wzięła udział w pierwszej edycji Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.
Zaśpiewała tam trzy piosenki: "Karuzelę z madonnami", "Czarne anioły" i "Taki pejzaż". W jury festiwalu zasiadali m.in. Jerzy Waldorff i Stefan Kisielewski, którzy zauroczeni jej występem rzucili się do niej z gratulacjami. Wygrała festiwal, narodziła się gwiazda. Jej występ, jako jeden z niewielu, transmitowało radio, a fragment nagrała Kronika Filmowa. Nagrodzono również kompozytora - Zygmunta Koniecznego, który za pieniądze z nagrody kupił magnetofon szpulowy, a Ewa Demarczyk - skuter.
17.W tym samym roku wystąpiła też na festiwalu w Sopocie, zdobyła nagrodę specjalną.
W Sopocie prawdopodobnie zobaczył i usłyszał Ewę dyrektor paryskiej Olympii Bruno Coquatrix i zaprosił ją do Paryża.
18.W tamtym okresie w Warszawie, w kawiarni "U Ewy", w Domu Mody Polskiej, odbywały się Giełdy Piosenki, impreza Polskiego Radia.
Ewa Demarczyk wzięła udział w imprezie, na którą przyszło wiele osób, m.in. na widowni pojawiła się Zofia Gomułkowa. Ewa tego wieczora śpiewała teksty Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Mirona Białoszewskiego, Juliana Tuwima. Na sali panowała cisza jak makiem zasiał, a Piotr Skrzynecki zwracając się do Zbigniewa Adriańskiego (pomysłodawcy Giełdy) mówi: "Jest dobrze, zobacz, Gomułkowa płacze". Demarczyk zrobiła wrażenie na wielu osobach, m.in na Jacku Woszczerowiczu, który mówił: "Panie, co za kobieta! Co za temperament! To kandydatka na Desdemonę! Albo Ofelię! Ja bym się bał z nią zagrać. Powiesz jej: Idź do klasztoru!, a ona weźmie za szyję i udusi".
19.Pod wrażeniem interpretacji poezji przez Ewę Demarczyk był również Czesław Niemen.
Powiedział kiedyś w wywiadzie: "Do momentu, kiedy nagrałem Bema pamięci żałobny rapsod, byłem zdania, że poezji nie należy śpiewać. Przekonała mnie do tego Ewa Demarczyk. Kiedy posłuchałem, jak ona to robi, zacząłem penetrować teksty poetyckie".
20.Demarczyk otrzymała Nagrodę Krytyki za rok 1963 dla najlepszej piosenkarki roku.
Prasa pisała wówczas o niej często, ujawniając, że Demarczyk nigdy nie chodzi do fryzjera, jej włosy układają się same, a na scenie pojawia się w tej samej czarnej sukni bez ozdób. Była zjawiskiem innym niż większość kobiet występujących na scenie.
21.Ewa wyjechała do Paryża na zaproszenie Bruna Coquatrixa, aby wystąpić na scenie paryskiej Olympii.
Na widowni siedziało osiemset osób, wśród nich najwięksi w Paryżu koneserzy piosenki i przedstawiciele Polonii. Do południa na tej samej scenie występowali artyści mniej znani - wtedy byli to akurat Beatlesi.
22.Tego wieczoru Ewa zaśpiewała siedem piosenek, występowała w sukni uszytej przez jej mamę.
Po koncercie Coquatrix klęknął przed Demarczyk i powiedział: "Wydobędzie pani piosenkę francuską z gówna, w którym utonęła po śmierci Edith Piaf".
23.Demarczyk miała szansę na wielką międzynarodową karierę. Coquatrix zaproponował jej dwuletni kontrakt, zobowiązał się do tego, że nowy repertuar będą dla niej pisać ci sami twórcy, którzy pracowali dla Edith Piaf - zgodziła się tylko na kilkutygodniowe występy.
Demarczyk nie chciała śpiewać po francusku, twierdziła, że musi dokończyć studia na PWST, a francuskiego może nauczyć się w Polsce. Kilka lat później śpiewała w różnych językach.
24.Pracujący z Demarczyk Zygmunt Konieczny wspominał, że praca z Ewą nie należała do łatwych, była wyzwaniem. Artystka była wymagająca, kapryśna i apodyktyczna.
Była perfekcjonistką i musiała mieć pewność, że zrealizuje wszystko to, co sobie założyła.
25.W kraju jej kariera rozwijała się znakomicie, na koncerty przychodziły tłumy, płyty rozchodziły się w  rekordowych nakładach. Brała udział w kolejnych konkursach i festiwalach.
Jeden z sopockich koncertów festiwalowych oglądała Maria Dąbrowska, która była zachwycona występem Demarczyk i żałowała, że zajęła ona drugie miejsce w konkursie (pierwszą nagrodę dostała Anna German). W swoim dzienniku Dąbrowska napisała: "Z tysięcy piosenkarzy i miliona piosenek słyszanych w życiu trwa w mym uchu i sercu zaledwie kilka nazwisk: Yvette Guilbert, Yves Montand, Edith Piaf, Paul Anka i ostatnio - nasza polska Ewa Demarczyk".
26.Pomimo że Ewa Demarczyk i Zygmunt Konieczny tworzyli bardzo zgrany artystycznie zespół, na początku lat 70-tych ich drogi rozeszły się.
W 1973 roku Demarczyk zakończyła także współpracę z Piwnicą pod Baranami. Postanowiła pójść własną drogą, chciała mieć profesjonalny zespół, którego Piwnica nie mogła jej zapewnić. Jej głównym kompozytorem został Andrzej Zarycki.
27.Zaczęła śpiewać poezję Osipa Mandelsztama, Mariny Cwietajewej, Goethego.
Była bardzo wymagająca wobec zespołu, z którym pracowała. Gdy coś jej się nie spodobało, natychmiast wymieniała zespół. Muzycy musieli świetnie grać, ale też znać na pamięć wszystkie utwory, ponieważ na scenie oświetlona była tylko Ewa.
28.Niewiele wiadomo o życiu prywatnym gwiazdy, gdyż starała się chronić je przed opinią publiczną. Wiadomo jedynie, że była dwukrotnie zamężna.
Pierwszym mężem był skrzypek z zespołu Mazowsze, z którym ślub wzięła na początku lat 70-tych. Ewa przyjęła nazwisko męża, ale bardzo szybko powróciła do swojego. Jej teściowie mieszkali w Warszawie i Ewa miała u nich swój pokój. Ponieważ byli nadopiekuńczy, w czasie pobytu w stolicy zatrzymywała się  w hotelu. Małżeństwo trwało jednak tylko parę miesięcy, a pierwsze nieporozumienia rozpoczęły się ponoć od podróży poślubnej, w którą Demarczyk zabrała także swoją matkę.
29.Ewa była bardzo związana ze swoją matką. Janina Demarczyk była dla niej jedyną osobą, której bezgranicznie ufała.
Bardzo przeżyła śmierć matki, czuła się wtedy ogromnie samotna. Ta śmierć zburzyła cały jej system wartości. Ewa bez przerwy chodziła na cmentarz, kiedyś nie zdążyła przed zamknięciem bramy i musiała przechodzić przez mur. Wszystkie kwiaty, które dostawała od wielbicieli na koncertach zanosiła na cmentarz.
30.Po śmierci matki pojawił się u boku Ewy młody, szarmancki, wysoki, przystojny blondyn, który bez przerwy słał jej kwiaty i zapewniał o swoim oddaniu.
Był absolwentem Akademii Sztuk Pięknych, mistrzem sztuki pozłotniczej. Został jej drugim mężem, ale nadużył jej zaufania i publicznie ją skompromitował. Okazał się złodziejem, który okradał nie tylko Ewę, ale ich znajomych. Demarczyk długo nie mogła uwierzyć w winę męża, odwróciła się od poszkodowanych przez niego przyjaciół, robiła sceny na milicji. Dopiero, gdy u właścicielki kawiarni na Rynku zobaczyła swoją broszkę, dotarła do niej przykra prawda. Ewa rozwiodła się z nim, rozwód był z woli Demarczyk, ale z winy męża. Przypłaciła to zdrowiem, nawet na krótko trafiła do szpitala. Wtedy też zerwała kontakty z własną siostrą.
31.Demarczyk zawsze marzyła o własnym teatrze i marzenie to spełniło się w 1986 roku.
Władze Krakowa powołały Państwowy Teatr Muzyki i Poezji pod nazwą Teatr Ewy Demarczyk, który mieścił się przy ulicy Floriańskiej. Sześć lat później kamienicę, w której mieścił się teatr zwrócono Kościołowi, a teatr przeniesiono czasowo do Muzeum Lenina (docelowa siedziba miała być w byłym kinie Wisła). Zderzenie z twardą rzeczywistością, kłopoty finansowe, roszczenia spadkobierców kamienicy, spowodowały zakończenie działalności Teatru Ewy Demarczyk.
32.Demarczyk była osobą dość przesądną.
Przestrzegała typowo teatralnych przesądów: upadły nuty? Przydeptywała. Znaleziony na scenie gwoździk uznawała za szczęśliwy znak. Na ostatniej próbie generalnej coś powinno pójść nie tak, aby premiera się udała. Uważała, że kobieta nie powinna jej niczego życzyć, bo spełniało się na odwrót. Gdy czarny kot przebiegł jej drogę, siedziała na poboczu drogi czekając aż ktoś przed nią przejedzie. Gdy skradziono jej samochód, szukała go kierując się wskazówkami jasnowidza. Z Izraela przywiozła kamyki z grobu Chrystusa. Wierzyła, że te kamienie promieniują i mają dużą moc. Przed koncertem używała wahadełka, którym ktoś poruszał nad jej głową - zbierała tak siły. Jeśli przedstawienie rozpoczęło się z niewielkim opóźnieniem, uważała to za dobrą wróżbę.
33.Na koncertach Demarczyk nie można było robić żadnych zdjęć, nagrywanie też było zabronione.
Kiedyś podczas koncertu Ewa zauważyła na widowni czerwone światełko, przerwała koncert, podeszła na skraj sceny i spokojnym, ale stanowczym głosem powiedziała: "Proszę wyłączyć kamerę".
34.Demarczyk nigdy nie bisowała.
Kłaniała się kilkakrotnie, ale bisów nigdy nie było. Nigdy też nie dziękowała publiczności po występie. Na koncertach dawała z siebie wszystko, ze sceny schodziła całkowicie wyczerpana, czasami podpierała się na kimś. Zdarzało się, że mdlała w garderobie. Po koncercie do garderoby mógł wejść tylko ten, kogo wezwała.
35.Ostatni koncert Ewy Demarczyk z zespołem odbył się w 1999 roku w Teatrze Wielkim w Poznaniu.
Publiczność pożegnała ją na stojąco. W lutym 2000 roku rozwiązała zespół, każdy członek zespołu otrzymał od niej metalowy srebrny długopis z czerwonym napisem Adieu.
36.Demarczyk wycofała się całkowicie z życia artystycznego, odsunęła się też od wszystkich znajomych i przyjaciół. Plotkowano, że straciła głos, nie śpiewała już czysto, że nie wyciągała już najwyższych dźwięków.
Wyprowadziła się do domu w Wieliczce, który kupiła jeszcze przed rozwiązaniem zespołu. Miała dom z ogródkiem, w którym sadziła drzewa, przycinała krzewy. Twierdziła, że "Rośliny są bardziej oddane niż ludzie. Ja się na ludziach zawiodłam".
37.Ewa Demarczyk zmarła 14 sierpnia 2020 w swoim domu, w wieku 79 lat.

źródło: ciekawostki.online

fot. krakow.wyborcza.pl

GRANDE VALSE BRILLANTE:  https://youtu.be/1BwyC3zQaQM

 

opracowała Agnieszka Sobiak