Skąd się bierze znajomość języków obcych

Racjonalne sposoby, na przykład logiczne „podwyższę swoje kwalifikacje” rzadko bywają skuteczne. Im więcej uczymy się, tym bardziej widać, że do tych wyższych kwalifikacji, czyli lepszej pracy, to jeszcze trochę... Potrzebne są niewielkie, ale silnie motywujące dowody, że czegoś się jednak nauczyliśmy. Takim potwierdzeniem może się okazać udana próba porozumienia się z policjantem francuskiej drogówki lub zakończone sukcesem oprowadzenie po mieście wujka z Antyli, który wyemigrował dawno i polskiego nie pamięta. Sam tylko zaliczony test takiej satysfakcji nie daje.

Dzieci uczą się poprzez słuchanie, powtarzanie, obserwację i naśladowanie. Słyszą i powtarzają słowa i zdania, wszystko co rozumieją. A nawet więcej. W przeciwieństwie do dorosłych uczących się języka obcego, małe dzieci bez wahania wypowiadają na głos to wszystko, co powiedzieć potrafią, nie tylko w języku rodzimym. Dorośli podchodzą do nauki bardzo poważnie. Można i tak, tylko po co? Czy nieprawidłowo użyta forma czasownika odbierze nam tę powagę? W końcu ego podniesie się z upadku, umocnione nowo zdobytą umiejętnością prowadzenia lekkiej konwersacji z inteligentnym obcokrajowcem. Nowego języka należy używać w praktyce. Dobrze jest wprawdzie wiedzieć kiedy third conditional a kiedy second, ale straszenie dorosłych „niezbędną gramatyką” powoduje, że po prostu boją się w tym języku rozmawiać.

Najbliższym odpowiednikiem naturalnego uczenia się języka jest nie tylko mówienie, ale i czytanie. Uczący się języka chętnie sięgają po znane powieści w oryginale. Już samo przeczytanie Kabale und Liebe, Le Rouge et le Noir lub Wuthering Heights brzmi dumnie i w każdym zbuduje pewność siebie, że młody człowiek i może... Pomimo przydługich opisów, archaicznych zwrotów, męczliwej narracji i własnego zniechęcenia. Nieważne, że było po drodze wiele nieznanych wyrazów. Nikt nie musi wiedzieć, że ominęliśmy parę kartek, ani że podpatrzyliśmy streszczenie w internecie. Liczy się to, że powieść została przeczytana w oryginale. Następną przeczytamy już płynniej, a po którejś tam nabędziemy prawo do mówienia, że „powieści, to my już tylko..., bo tłumaczenie to nie to samo.” Czytanie, nie tylko rozmowa, to też kontakt z żywym językiem. Biblioteka pojawia się tutaj we współczesnym wymiarze. Co światlejsi już nie wierzą, że to synonim Parku Jurajskiego, w którym zapięty pod szyję dinozaur podaje lekturę i pobiera karę za jej „przetrzymanie”. Biblioteka znowu, a raczej wciąż, jest potrzebna jako źródło informacji i rozrywki. Oferuje zarówno książki i czasopisma, jak też dokumenty elektroniczne, bazy danych, a przede wszystkim fachową pomoc w wyszukiwaniu informacji. Rola biblioteki w nauce języków obcych może okazać się istotna. Oczywiście, chodzi przede wszystkim o możliwość wypożyczenia książek obcojęzycznych, bo w księgarni ceny mowę odbierają. Być może w bibliotece nie będzie akurat tego, czego właśnie szukamy i wypożyczymy w zamian coś innego. Lektura zastępcza wcale nie musi być gorsza. Może odkrycie nowego autora wynagrodzi to chwilowe rozczarowanie?

Biblioteka Obcojęzyczna w zielonogórskim „Norwidzie” posiada książki pochodzące przede wszystkim z darów. Oznacza to, że czasem brakuje wśród nich nowości, chociaż ofiarodawcy bywają bardzo hojni. Księgozbiór jeszcze nie jest w pełni rozkwitu, ale na dobrej ku niemu drodze. Najbardziej pomocni są sami czytelnicy, którzy informują o swoich czytelniczych pragnieniach. Ktoś kiedyś zapytał o książki w języku portugalskim i już pracowity dinozaur przeszukiwał Allegro i takie tam inne. Biblioteka kupi albo i nie, w miarę możliwości. Ale na pewno się postara. Warto mówić o tym, czego się poszukuje, a nuż to coś da? Zresztą już i teraz jest co czytać. Obecnie uzupełniana jest przede wszystkim literatura angielska i amerykańska. Potrzeby są większe, a środki mniejsze, tymczasem trzeba więc przy wyborze literatury wykazać się pewną twórczością i wyobraźnią, a dotyczy to zarówno czytelnika, jak i bibliotekarza. Wiadomo już jednak, że zanim przeczytamy wszystko, co na półce, nadejdą nowe tytuły.

Projekt „Ameryka w twojej bibliotece” poszerza ofertę angielskojęzyczną. Oferuje wolny dostęp do około trzydziestu baz danych objętych programem elibraryUSA, obejmujących kilkanaście dziedzin nauk ścisłych i humanistycznych. Są to tysiące artykułów i pełne teksty wybranych książek. Dla anglistów są tu gotowe konspekty lekcji. Są też liczne materiały do bezpośredniego uczenia się języka. Na przykład niektóre teksty mogą być odczytane głośno przez wirtualnego lektora, a słuchający wybiera nie tylko tempo czytania, ale również akcent: brytyjski, amerykański lub australijski. America@your library® wciąga. Prezent od Ambasady Stanów Zjednoczonych.

Oprócz czytania, czytelników zachęcamy też do mówienia po angielsku. Początkujący i średnio zaawansowani mogą skorzystać z internetowego kursu Angielski123, bezpłatnie udostępnianego w wybranych filiach. To prawda, że takich darmowych kursów jest trochę, i że łatwo znaleźć inne. A tu jeszcze każą fatygować się do biblioteki. No cóż, uczenie się języka przypomina odchudzanie. Na początku mocne postanowienie i wyszukanie odpowiedniej diety. Siły już zebrane, koleżanki poinformowane, poradniki zakupione. Zaczynamy zawsze od jutra. Wiadomo, żeby schudnąć, należy liczyć kalorie. Więc liczymy. I liczymy. Już naliczyliśmy cztery tysiące kalorii (w ciągu dnia) i… nic a nic nie schudliśmy. Dziwne. Kalorie intelektualne, podobnie jak te jedzeniowe, działają skutecznie tylko w połączeniu z dyscypliną. Zaletą takich lekcji w bibliotece jest to, że jak już ktoś się umówi na konkretny dzień i godzinę, to bardziej prawdopodobne, przyjdzie i wyznaczony czas rzeczywiście wykorzysta na naukę. Potem już można prezentować swoją zgrabną sylwetkę językową podczas cotygodniowych angielskich konwersacji.

Jak dotychczas najładniej prezentują się książki w języku niemieckim. Nowiutkie, błyszczące. Aż przyjemnie zdjąć taką z półki i zabrać do domu. Są tutaj powieści w oryginale i tłumaczenia. Kilkaset tytułów, trochę klasyki i znani autorzy współcześni. Niemiecki jest trudny do nauczenia się, to znaczy poprawny niemiecki. Taki precyzyjny. Dumni i zdolni, którzy go opanowali, będą usatysfakcjonowani. Wiele z tych powieści można znaleźć w Wypożyczalni Głównej, po polsku. Porównanie obu wersji dodatkowo oświeca jaśniejący już radością umysł i zachęca do dalszej nauki. Pewna pani z biblioteki przyznała, że niemieckie książki zaczęła czytać zanim nauczyła się języka. Po przeczytaniu pierwszej z nich, nauczyła się odróżniać niemieckie rzeczowniki od czasowników. Po roku czytała już płynnie pamiętniki Alberta Speera i oryginalne dokumenty pisane gotykiem. Niektórzy tak potrafią; wystarczy im kilka słów i natychmiast zaczynają czytać i mówić. I chociaż Goethe by się uśmiał, jakie to potrafi być zabawne, tacy właśnie wygrywają. Mogą sobie sąsiadki opowiadać, że się wygłupiliśmy. Bez tego się nie obejdzie. Można się zresztą na nich zemścić, na przykład większą wiedzą ogólną.

Biblioteka Obcojęzyczna oferuje około tysiąca tytułów literatury pięknej francuskiej oraz powieści tłumaczonych na francuski. Oczywiście dużo klasyki, jak w każdym przyzwoitym księgozbiorze: Maupassant, Simenon, Kessel, de Beauvoir, Balzac, Zola. W większości stare wydania, ale w zgrabnych, poręcznych tomikach. Na przykład taka malutka le livre de poche, miejsca to nie zajmuje, nic prawie nie waży, można nosić przy sobie i czytać w autobusie lub w kolejce do bankowego okienka. Poza tym wciąż jeszcze niewiele osób docenia, jakim eleganckim dodatkiem do ubrania jest książka. Takie stylowe wykończenie wizerunku. Kobieta-ideał. Nie dość, że piękna, to jeszcze inteligentna.

Wciąż mało jest doceniana literatura popularnonaukowa w różnych językach. W Norwidzie jest ona głównie w języku francuskim, ale nie tylko. Oprócz wiadomości (być może już znanych), można przyswoić sobie słownictwo z danej dziedziny. Szanse wykorzystania fachowej terminologii pojawiać się będą zawsze, a jej znajomość zapewnia płynność mówienia. Może rozmowa będzie dotyczyć technik malarskich (malarstwo pokojowe), szycia sukni ślubnej, a więc rodzaje tkanin, wychowania trudnych dzieci czyli psychologia lub pedagogika. Nawet wspomnienia z wakacji wymagają takich określeń jak 'przewodnik', 'fosa' czy 'mury obronne'. To tak miło znać słówka spoza życia codziennego.

Wystarczy przepis na zupę. O ile jest on przekazany z użyciem odpowiednich kuchennych wyrażeń, na przykład ...laisser frémir 1 ou 2 minutes, stawia nas o półkę wyżej w opinii światowców. Z rosyjskim geologiem podziwiamy геоморфологические формы рельефа w Górach Stołowych. A teraz zwiedzamy gotycką katedrę. Po Kolonii oprowadza koleżanka, którą odwiedziliśmy po latach. Nagle mówimy swobodnie: …den Seitenschiffen eingebunden in die Außenwände. Ona sama nie zna tych terminów. Możemy jeszcze przyłączyć się do lekkiej salonowej konwersacji o życiu i twórczości, talenciach i beztalenciach, albo o przyczynach i skutkach wybranych wydarzeń z przeszłości kraju, który właśnie odwiedzamy. W księgozbiorze obcojęzycznym jest wiele ciekawych pozycji z dziedziny historii, głównie dla szczęściarzy znających język francuski.

Rzeczywistą znajomość języka sprawdzamy w praktyce; ważne jest to, czy rozumiemy i jesteśmy rozumiani. Przez początki nauki po prostu trzeba przejść, najlepiej bez zbędnych dłuższych przystanków. Kilka błędów nie ma znaczenia, prawidłowa wymowa to tylko kwestia praktyki, brak niektórych słówek – komu to przeszkadza? Potem zaczyna się rozpoznawać subtelności humoru Jane Austen. Kiedy oryginalny tekst „Świata Dysku” stanie się przejrzysty, to znaczy, że umiemy już myśleć po angielsku. Pełny sukces zostanie w końcu osiągnięty, kiedy jakiś przystojny rozmówca z dalekiego kraju, zamiast protekcjonalnie powiedzieć „Oh, your English is excellent...”, z niekłamanym zachwytem powie: „Your English is excellent!”

alt


Benita Sczaniecka

WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze