W bibliotece przede wszystkim szukam wiedzy

Z dr. Andrzejem Buckiem, dyrektorem Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im C. Norwida w Zielonej Górze, rozmawia Joanna Wawryk.

Jest Pan bibliotekoznawcą, literaturoznawcą, teatrologiem, medioznawcą, wydawcą, nauczycielem akademickim. Która spośród tych wielu płaszczyzn działalności jest Panu najbliższa?

Trudno powiedzieć. W zależności od tego, czym zajmowałem się na poszczególnych etapach życia zawodowego, jedno z tych zainteresowań zwykle przez jakiś czas dominowało nad innymi.
Jednak spoiwem wszystkich tych dyscyplin jest literatura. Ukończyłem studia polonistyczne i obroniłem w Krakowie pracę doktorską z nauk hAndrzej Buckumanistycznych. Podczas studiów robiłem Teatr Kontakt, redagowałem legendarne czasopismo studenckie „Faktor” i dodatek „Młoda Myśl”. Debiutowałem tekstem Motyw diabła w dramacie romantycznym w kole naukowym, współpracowałem z reżyserem Ryszardem Żuromskim w Teatrze. A potem z żadnej z tych pasji nie potrafiłem zrezygnować.
Od roku 1978 byłem pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze, później Uniwersytetu Zielonogórskiego, zaś od roku 1993 – adiunktem literatury oraz teorii kultury i dramatu współczesnego na Uniwersytecie Wrocławskim. Równocześnie pracowałem jako członek kolegium redakcyjnego i recenzent warszawskiego miesięcznika „Nowe Książki”, a także jako redaktor naczelny dziennika „Gazeta Nowa” i „Zielonogórskiego Informatora Kulturalnego”. Przez dziesięć lat byłem zastępcą dyrektora Biblioteki Głównej WSP TK. W 1993 roku zostałem kierownikiem literackim Lubuskiego Teatru, gdzie zaprosili mnie Jan Tomaszewicz i Waldemar Matuszewski, a pięć lat później – dyrektorem naczelnym i artystycznym tegoż teatru. Pełniąc tę funkcję do 2007 roku, zajmowałem się organizowaniem imprez artystycznych i literackich. Od wielu lat zajmuję się krytyką teatralną i literacką. Jestem autorem publikacji poświęconych życiu teatralnemu, historii teatru i czasopiśmiennictwu: Lubuski Teatr w latach 1972–2003. Dokumentacja, Czasopisma literackie młodych 1944–1971. Szkice, Teatr w mieście bez teatru, Teatr Drewniana Kurtyna, a także artykułów zamieszczonych w zbiorowych publikacjach naukowych i kilku zrealizowanych adaptacji teatralnych. Współredagowałem „Almanachy teatralne”, „Zeszyty Teatralne Lubuskiego Teatru” oraz programy teatralne. Miałem też własną oficynę wydawniczą. Byłem redaktorem i wydawcą wielu książek poetyckich, eseistycznych, naukowych, które zdobywały Lubuski Wawrzyn Literacki.

Jak udaje się Panu łączyć te wszystkie pasje?

Dobrze to Pani określiła. Niestety, zawsze traktowałem pracę jako pasję. Tak jest nadal. Przez wiele lat krążyłem między Warszawą, Zieloną Górą, Krakowem, Lublinem i Wrocławiem, by często równolegle te pasje realizować. Poza tym dawało mi to szansę na dystans i ocenę tego, co robi się w centrum i na tzw. prowincji. Dlatego też teraz klientom bibliotecznym proponuję nowoczesność.

Biblioteka Norwida to nie pierwszy Pana zawodowy kontakt z biblioteką. Czy mógłby Pan trochę więcej o tym opowiedzieć?

Po studiach zostałem asystentem na uczelni i równocześnie młodszym bibliotekarzem w Bibliotece Uniwersyteckiej. Formal-nie mam pełne kwalifikacje do pełnienia tej funkcji. Jestem bibliotekarzem po egzaminie państwowym w Krakowie, kustoszem dyplomowanym, wieloletnim pracownikiem Zakładu Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej WSP w Zielonej Górze. Byłem kilkanaście lat adiunktem na Uniwersytecie Wrocławskim w Instytucie Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa. Mam za sobą praktykę bibliotekarską od stanowiska młodszego bibliotekarza do starszego kustosza dyplomowanego i – o czym już mówiłem – przez wiele lat byłem wicedyrektorem biblioteki naukowej.
Moi mistrzowie w tym fachu to przede wszystkim: prof. Franciszek Pilarczyk, prof. Jerzy Jarowiecki oraz prof. Krzysztof Migoń.
W bibliotece zaczynałem od organizowania od podstaw działu czasopism, zresztą prasoznawstwo i historia prasy to część moich zainteresowań naukowych. Fascynuje mnie prasa literacka, kulturalna końca XIX i XX wieku. Lubię ją czytać, przeglądać, oczywiście w wersji oryginalnej, czyli papierowej, choć pracowałem na mikrofilmach i nośnikach cyfrowych.

A czym jest dla Pana biblioteka prywatnie?

Podoba mi się pomysł na określenie: miejsce spotkań. Odwołuje się ono do hasła Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego: Spotkajmy się w bibliotece.
Już w dzieciństwie w piwnicy kamienicy, w której mieszkałem w Gnieźnie, założyłem bibliotekę i wypożyczałem książki sąsiadom. W bibliotece przede wszystkim szukam dostępu do wiedzy.

Zanim został Pan dyrektorem WiMBP, często korzystał Pan z usług tej instytucji?

Jako nauczyciel akademicki, autor różnych publikacji naukowych, krytyk teatralny czerpię z jej zasobów wiedzę kontekstową. Kontakt z biblioteką był dla mnie zawsze czymś naturalnym.

Jak postrzegał Pan Bibliotekę Norwida, nie będąc jeszcze jej szefem?

Mimo wszystko nieobiektywnie, poprzez znajomość zawodową z dyrektorem, zastępcą bądź pracownikami, z których część to moi byli studenci. Zatem kontakt miałem zawsze ułatwiony.
Poza tym nieco współpracowałem z dyrektorem. Współorganizowaliśmy imprezy (np. w ramach mojej Nocy Poetów gościem WiMBP był aktor i zarazem autor książek Krzysztof Pieczyński), prowadziłem spotkania autorskie. Ale zawsze przede wszystkim szukałem tu wiedzy.

Czy coś Pana zaskoczyło po objęciu stanowiska?

Mam duży bagaż doświadczeń, zatem niewiele może mnie zaskoczyć. W tym przypadku zastałem stan, który nazwałbym tak: archaiczność struktury i estetyki przestrzennej biblioteki i wtopiony w to dobry zespół pracowników o dużych umiejętnościach. Przestrzeń biblioteki w wielu miejscach jest nie do zaakceptowania. Spotykam tu ciekawe idee, ale i staroświeckie formy ekspozycji.

Od dłuższego czasu zielonogórzanie mogą obserwować przeobrażenia biblioteki. Remont elewacji, zmiany postępują też wewnątrz gmachu. Bardzo proszę o małe podsumowanie tego kończącego się już roku. Czy udało się zrealizować wszystkie założenia?

Realizuję program, który przedstawiłem komisji podczas konkursu na dyrektora WiMBP! Myślę, że dużo się udało zrobić, choć nie wszystko. Nigdy nie narzekam, bardzo lubię wyzwania. A projekt termomodernizacji gmachu głównego jest dużym wyzwaniem. To warte ok. 10 milionów przedsięwzięcie prócz zmiany elewacji obejmuje nowe ciągi grzewcze i wentylacyjne. Nie mogłem pracować nad tym projektem od początku. Szkoda, że jest on „odziedziczony”. Słabo technicznie przygotowany projekt okazał się bowiem trudny w realizacji. W miarę postępujących prac, odsłaniał on swoje słabości i niedociągnięcia. Brakowało w nim wielu rozwiązań technicznych i szczegółowych badań co do nośności elewacji, automatyki łączącej sieć grzewczą ze starymi kotłami gazowymi. Wymagał, na zasadzie protokołu konieczności, zmian ze względów bezpieczeństwa… Ale udało się!
Z zaległości – musimy wreszcie pozyskać środki na realizację zaleceń przeciwpożarowych, które instytucja otrzymała w 2006 roku. Biblioteka nie jest odpowiednio chroniona pożarowo, a budynek jeszcze do niedawna nie był ubezpieczony. Poza tym planujemy zakup regałów kompaktowych, gdyż inaczej zabraknie nam powierzchni magazynowej. Na te dwa zadania potrzeba ok. 1 100 000 złotych. W sferze zmian merytorycznych – w końcu wprowadziliśmy format MARC 21. Ponadto porządkujemy cały system prawny biblioteki. Nowe regulaminy: organizacyjny, wynagrodzeń – to tylko przykłady. Zrobiliśmy częściową regulację wynagrodzeń.

Teraz – przede wszystkim wizualne zmiany, a jakie są plany na przyszłość?

Termomodernizacja to nie tylko zmiany wizualne, to przede wszystkim oszczędności. No i początek zmian czegoś bardzo ważnego w bibliotece – chodzi o stworzenie nowoczesnej przestrzeni bibliotecznej.
Potrzebne są pilnie „zmiany estetyczne” wewnątrz budynku. Tym bardziej że teraz jeszcze wyraźniej doskwierać nam będzie kontrast pomiędzy bryłą zewnętrzną budynku a jego giekowskim (z 1975 r.) wnętrzem. Dlatego opracowaliśmy (zespół pracowników) kompleksowy projekt „Zmian funkcjonalno-przestrzennych i modernizacji Parteru Biblioteki”. Chcemy, by kontakt z czytelnikiem odbywał się przede wszystkim na parterze, a także antresoli, skąd wyprowadza się Dział Gromadzenia i Opracowania (na III piętro). W jego miejscu powstanie otwarty salon spotkań. Również I piętro przeobraża się; w sąsiedztwie Czytelni Ogólnej (teraz też z miejscami do cichej pracy) powstaje mediateka Góra Mediów, która jest forpocztą tych zmian. Ponadto – w toku dyskusji o priorytetach i atutach – powstaje projekt Galerii Ilustracji Książkowej. Mamy duże zbiory i stawiamy na rozwój i unowocześnienie Galerii. Starać się będziemy o środki na zrealizowanie nowej, częściowo multimedialnej wersji Muzeum Książki Środkowego Nadodrza. Musimy znaleźć odpowiedniejsze miejsca na ekspozycję prac naszych malarzy. Chcemy rozwijać wspólnie z Biblioteką UZ Zielonogórską Bibliotekę Cyfrową. Pragnę dodać, iż przeprowadzanie tych zmian odbywa się w harmonijnej współpracy z Radą Biblioteczną i związkami zawodowymi. W tym względzie prowadzę politykę otwartej dyskusji i konsultacji. Zresztą nic w bibliotece nie dzieje się bez konsultacji z organizatorem (Urząd Miasta i Urząd Marszałkowski).

Gmach główny czeka więc jeszcze dużo zmian, a co z filiami miejskimi?

Kolejny powołany zespół pracowników opracował „Strategię rozwoju bibliotek filialnych”. Poprzedziła ją analiza stanu technologicznego, organizacyjnego i finansowego. Owa inwentaryzacja wraz ze Strategią trafiła do magistratu i efekty tego opracowania pojawią się w przyszłorocznym budżecie. Liczymy, że uda się zmodernizować filie nr 1, 11 i 5.

Zapadła już decyzja o likwidacji dwóch filii miejskich (nr 6 i 13). Czytelnicy tych placówek nie kryją niezadowolenia. Czym była podyktowana ta decyzja?

Brakiem perspektyw ich rozwoju. Trudno modernizować kilkunastometrową przestrzeń, utrzymywać erzac biblioteki.

Jakie są priorytety dla rozwoju Biblioteki Norwida?

Stawiam przede wszystkim na rozwój kapitału ludzkiego, unowocześnienie biblioteki pojmowanej jako miejsce upowszechniania wiedzy, kultury i informacji, pozyskiwanie funduszy na rozwój instytucji oraz rozwijanie i promowanie jej naukowego statusu. Do priorytetów fundamentalnych zaliczam permanentne prace nad pozyskiwaniem środków finansowych, znacząco powiększających zasoby budżetu WiMBP, poza otrzymywaną dotację. Pozwoli to przeznaczyć znacznie większe pieniądze na zakupy nowości wydawniczych, zgodnych z oczekiwaniami i potrzebami publiczności czytającej, przeprowadzenie pełnej informatyzacji, ustawiczne unowocześnianie, zwiększanie wynagrodzeń pracowników WiMBP w ramach prac nad podniesieniem prestiżu i polityki promowania fachowości (dostęp do kursów bibliotecznych i językowych, specjalizacji, studiów podyplomowych itp.). Trzeba zacząć od wypracowania wspólnie z zespołem nowej świadomości, która przełoży się na tożsamość biblioteki oraz jej wizerunek.

Co to oznacza dla pracujących tu bibliotekarzy?


Następują zmiany w zarządzaniu. Podstawą zarządzania w dzisiejszej bibliotece jest przede wszystkim kultura organizacyjna, czyli w tym wypadku: wiedza, gust i kompetencje pracowników. Zwracam tu uwagę na konieczność permanentnego doskonalenia zawodowego, ale i motywacyjnego wynagradzania bibliotekarzy.

Z Pana inicjatywy powstała mediateka Góra Mediów, o czym już była mowa. Jeśli użytkownik biblioteki zamiast książki będzie przynosić do domu np. grę komputerową, może zachodzić obawa, że to zagraża czytelnictwu, że takie działanie jest wbrew tradycyjnej książce. Czy nowe media to przyszłość biblioteki?

Biblioteka hybrydowa – to mój kierunek. Łączenie technologii i nośników. Zapewniam, że w naszej bibliotece zawsze będzie miejsce dla książki papierowej. Jest to wyraźnie uwidocznione w „Strategii rozwoju WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze na lata 2011–2021”, powstałej w ramach Projektu 18 („Biblioteki w społeczeństwie wiedzy. Strategie dla przyszłości")" w którym uczestniczę z wicedyrektor Anną Polus i Justyną Hak, naszą specjalistką od pozyskiwania środków, doskonałym bibliotekarzem.
Uczestnicząc w Projekcie 18 prowadzonym przez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, brałem udział w wyjeździe studyjnym do Norwegii, w tym do Oslo, Sandrfiord oraz szeregu mniejszych miejscowości. Obowiązujące tam zasady warto by było przenieść na polski grunt. W Norwegii czytelnik nie może mieć do biblioteki więcej niż dwa kilometry (tak mówi ustawa biblioteczna), a książki może zwrócić w każdej bibliotece. Katalogi kartkowe stoją za szybą, w gablotach, jako eksponaty muzealne, natomiast użytkowa przestrzeń biblioteki jest otwarta. Czytelnik/użytkownik sam rejestruje wypożyczenia, a trezor o każdej porze przyjmuje wypożyczone zasoby. Współczesna biblioteka tam funkcjonuje jako miejsce spotkań.
Czytelnia i wypożyczalnia nowych mediów to odpowiedź na potrzeby młodego klienta bibliotecznego. Tak jak nie powinniśmy separować czytelnika niepełnosprawnego od pełnosprawnego (mamy wszakże certyfikat miejsca przyjaznego niepełnosprawnym), tak i nie możemy pomijać potrzeb młodych ludzi. Dla mnie to oczywiste.
Promuję ideę otwartości biblioteki. Biblioteka jest otwarta, jeśli swoją ofertę kieruje do różnych grup użytkowników i zawsze jest gotowa przyjąć następnych gości. Są to przede wszystkim czytelnicy, ale i wszyscy, którym okaże się potrzebna i w ten sposób wypełni społeczno-kulturalną lukę. Otwarta biblioteka nikogo nie wyklucza. Otwartość to również kontakty pomiędzy pracownikiem a użytkownikami i tworzenie atmosfery sprzyjającej rozmowie. Biblioteka otwarta to taka, która zaprasza ludzi i wydarzenia pod swój dach i sama jest zapraszana.

Czy wprowadzanie standardów skandynawskich nie zrobi z biblioteki nowoczesnego domu kultury?

Dzisiaj idealna biblioteka to lokalne centrum wiedzy, informacji i kultury. Zatem zmiany wyglądu biblioteki i jej wewnętrznej aranżacji powinny współgrać ze zmianą pełnionych funkcji, a także oczekiwań ze strony użytkowników. Jeszcze kilka uwag o otoczeniu biblioteki otwartej. RFID – elektroniczny program ochrony zasobów bibliotecznych jest w zasięgu naszych marzeń; jego wprowadzenie umożliwi nam kontrolowane otwarcie książnicy. Moim dążeniem są – jak wspominałem – zmiany estetyczne, technologiczne i upowszechnieniowe oraz WiMBP mocno osadzona nie tylko w mieście, w którym ma swoją siedzibę, ale i w regionie. Przede wszystkim usatysfakcjonowany powinien być klient biblioteczny. Gwarantem tego jest otwarta biblioteka, która gromadzi, opracowuje i udostępnia, i w efekcie oferuje nieskrępowany dostęp do zbiorów i baz danych. Korzystanie z tych dóbr powinno być ułatwione. Konieczne więc jest unowocześnianie: digitalizacja i cyfryzacja, ale także promocja atutów biblioteki i nowe przedsięwzięcia. Nasze flagowe imprezy to m.in.: III Międzynarodowy Festiwal Literatury (w roku 2011 poświęcony literaturze czeskiej, szczególnie dramaturgii), Czwartki Lubuskie, „Jesienne spotkania literackie” – w tym roku Schulzowska Jesień, Zielonogórski Salon Poezji, „Eureka w Norwidzie”, „Znani a nieznani bez kompleksów”, „Z książką na walizkach” i wiele innych. Takie wydarzenia promują czytelnictwo, ale i wiedzę.

Co z tradycyjnymi formami korzystania z biblioteki?


Należy pamiętać o wychowankach książki kodeksowej. I tu odpowiadam na pytanie: dostęp do nowych mediów musi być demokratyczny, a jednocześnie trzeba dbać o książkę, bez względu na jej materialny nośnik. Kompromisem jest właśnie biblioteka hybrydowa, w której mogą pojawiać się np. takie strefy jak: Cafe language, Infoshop czy Patio galeria – czytelnia nowych i tradycyjnych mediów przy kawie. Zatem dzisiaj do upowszechniania wiedzy, kultury i informacji niezbędne są nowe narzędzia, wprowadzenie nowej estetyki oraz nowe języki komunikacji.

Biblioteka Norwida posiada status instytucji naukowej. Jakie działania wpisują się w ten profil?


Naukowy charakter zielonogórskiej książnicy wiąże się z badaniami regionalnymi, opracowaniami naukowymi w formie artykułów, publikacji w wydawnictwach ciągłych i zwartych, referatami na sesjach naukowych oraz badaniami czytelniczymi dotyczącymi wyborów czytelniczych i formułowaniem na tej podstawie wniosków dla praktyki bibliotecznej oraz strategicznych decyzji merytorycznych dla WiMBP. Te działania staną się ważnym zadaniem pracowników naukowych zatrudnionych w bibliotece, a także współpracowników i regionalistów, których będę się starał skupić wokół programów naukowo-badawczych biblioteki. Chcemy upowszechniać wiedzę o regionie poprzez działalność popularyzatorską lokalnej krytyki literackiej i środowiska naukowego, prezentacje multimedialne zbiorów bibliotecznych, opracowanie multimedialne wystaw, zbiorów muzealnych itp. Jest to kolejna szansa na zwiększenie zainteresowania biblioteką i jej ofertą, a co za tym idzie – zahamowanie procesu odchodzenia od czytelnictwa, książki i czasopisma. Utworzyliśmy samodzielne stanowiska ds. naukowych, a także w ramach nowego działu Badań, Analiz i Metodyki będziemy rozwijać badania naukowe. Nadal ukazuje się kwartalnik „Pro Libris” (jego redakcję tworzą literaturoznawcy i artyści związani z UZ pod kierunkiem prof. Sławomira Kufla). Z kolei wydawany wspólnie z SBP półrocznik „Bibliotekarz Lubuski” został powierzony młodym redaktorom. Od nowego roku pisma te będą miały również wersje elektroniczne. Naukowe środowisko bibliotekoznawcze chcemy skupić wokół serii zeszytów Zielonogórskie Studia Bibliotekoznawcze. Planujemy kilka naukowych sesji (m.in. jesienią przyszłego roku odbędzie się konferencja Literatura i tożsamość, organizowana z Instytutem Filologii Polskiej UZ). Współtworzymy też nowy kierunek studiów – informacja naukowa i bibliotekoznawstwo na UZ. Zresztą nad całością działań naukowych czuwa nowo powołana Rada Naukowa złożona wyłącznie z pracowników nauki zajmujących się szeroko pojętym bibliotekoznawstwem pod kierunkiem prof. Jerzego Jarowieckiego. Trzeba budować świadomość, że biblioteka dzisiaj to ośrodek wiedzy, kultury i informacji. Podstawą do tego jest skupienie ludzi wokół biblioteki. Do promocji atutów i budowania marki musimy zaangażować autorytety.

Dziękuję za rozmowę.