Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /libraries/cms/application/cms.php on line 470
Felietony / Eseje - Bibliotekarz Lubuski

Felietony / Eseje

Skąd się bierze znajomość języków obcych

 

altGęsi czy nie gęsi, lecz swój język mamy. Podobno wcale nie jest łatwy. Podręcznik języka polskiego dla obcokrajowców, w którym pełna odmiana jednego czasownika zajmuje całą stronę, uświadamia nam, że naprawdę mamy się czym pochwalić. Niemniej jednak dobrze jest, od czasu do czasu, nawiązać kontakt z innymi gatunkami. I ta właśnie gęsia giętkość naszego języka uzdalnia nas do opanowania innych, często znacznie łatwiejszych języków.

Najlepszą motywacją do nauki języka obcego powinno być głębokie przeświadczenie, że skoro u nich (czyli Niemców, Francuzów, itd.) nawet dzieci mówią tamtym językiem, to my też damy sobie radę.

Czytaj więcej: Skąd się bierze znajomość języków obcych

Kolorowy świat ilustracji

altŚwiat ilustracji książkowej jest światem pełnym piękna, magicznego czaru i tajemnic. Dzięki niej dusza staje się spełniona. Czyż nie tak się czujemy, kiedy wracamy wspomnieniami do lat dziecięcych? Miło jest przypomnieć sobie chwilę, w której po raz pierwszy trafiła w nasze ręce książka. Kiedy przewracaliśmy kolejne kartki z ilustracjami, mogliśmy znaleźć się w krainie fantazji, która tak przemawia do wyobraźni młodego czytelnika. Takie wspomnienie budzą u mnie ilustracje Jana Marcina Szancera. Stworzył ich bardzo wiele. Te, które są uzupełnieniem treści Baśni J. Ch. Andersena zostaną we mnie na zawsze. Stary egzemplarz Baśni, z 1965 roku, towarzyszy mi do dzisiaj i ma swoje stałe miejsce na regale. Całkiem niedawno zdjęłam Baśnie z półki i jeszcze raz, na nowo odkrywałam urok tych niezapomnianych rysunków. Za najpiękniejszą uważam ilustrację na okładce przedstawiającą Królową Śniegu. Śnieżna Pani w przepięknych stylizowanych saniach wraz z parą białych koni frunie po szaroniebieskich obłokach, a w dole widać ciepłe odcienie brązowych dachów ówczesnych domostw.

Czytaj więcej: Kolorowy świat ilustracji

Netgeneracja, literatura i bibliotekarz

Gdy ukazały się Cierpienia młodego Wertera, czytelnicy zafascynowani tą romantyczną powieścią zaczęli naśladować sposób ubierania głównych bohaterów (dla pań: białe suknie, różowe kokardy; dla panów: żółte fraki, niebieskie kamizelki), a co gorsze – lektura spowodowała falę samobójstw. Werteryzm ogarnął pokolenie romantyków. Co do siły utworu nie miał wątpliwości Mickiewicz, dlatego też Gustaw w Dziadach wymienia go, roztrząsając dzieje swojej miłości. Zaiste, dzieło Goethego okazało się „zbójecką księgą młodego wieku" [1], czyli taką, która kształtowała osobowość, wyrażała ducha czasów i w pewnym momencie przystawała do problemów odbiorcy, a nawet je wywoływała, dając równocześnie wzorzec uczuciowości i postępowania. Dziś Cierpienia... są czytane przez pasjonatów romantyzmu albo z obowiązku lekturowego, młodzież z własnej chęci raczej po tę pozycję nie sięgnie. Współczesna nastolatka to nie Lotta, nastolatek – nie Werter... W takim razie co teraz czyta młodzież? Czy w ogóle czyta? I czy dorośli są zorientowani w lekturach nastolatka?

Czytaj więcej: Netgeneracja, literatura i bibliotekarz

Jakość podeszłego wieku – komentarz do artykułu Małgorzaty Młynarskiej

Czy podeszły wiek można klasyfikować miarą jakości? Czy istnieje sposób na pogodną i szczęśliwą starość? Jak osoba w sędziwym wieku może poradzić sobie z upływem czasu, strachem, zwątpieniem, poczuciem niespełnienia materialnego czy duchowego? Odpowiedzi na te pytania próbuje dostarczyć Małgorzata Młynarska w artykule zamieszczonym w czasopiśmie „Wspólne tematy” pt. Jakość podeszłego wieku [1]. Merytoryczne odpowiedzi oparte są na najnowszej modyfikacji teorii wycofania, zakładającej „wrodzoną skłonność ludzi do nieangażowania się i wycofania wraz z wiekiem z wszelkich aktywności i ról społecznych”. Teoria ta za wycofanie uznaje równoczesne odrzucenie przez społeczeństwo starzejących się jednostek.

Czytaj więcej: Jakość podeszłego wieku – komentarz do artykułu Małgorzaty Młynarskiej

Książka czy film? Rozważania nad trudną przyjaźnią...

A czytałeś może...? Nie, ale widziałem film... taki sobie. – Ile razy to słyszałam! Nie, żebym miała coś przeciwko filmowi, ale ocena dzieła literackiego na jego podstawie to bardzo niepokojące zjawisko. Tym bardziej niepokojące, że coraz częstsze, szczególnie wśród młodych osób. W takim wypadku duch bibliotekarski zawsze podnosi głowę, gotowy do spełniania misji „krzewiciela świadomego czytelnictwa". Tak zupełnie serio, temat zasługuje na więcej uwagi ze strony ludzi kultury niż tylko zdawkowe „film to nie to samo co książka". Dzisiaj to po prostu zbyt mało, aby zachęcić do dalszych poszukiwań wyższych walorów artystycznych i to nie tylko w aspekcie literackim, lecz w każdym innym. Tylko w ten sposób możemy się rozwijać – poprzez ciągłe poszukiwanie. Dobrze, że człowiek jest ze swej natury ciekawy.

Czytaj więcej: Książka czy film? Rozważania nad trudną przyjaźnią...

Całe to czytanie...czyli jak książki przedłużają nam życie

 

Korzenie
Podobno byłam dość „kłopotliwym” dzieckiem (podejrzewam, że wymyśliły to ciotki, których nie znosiłam i którym chowałam buty, gdy przychodziły „w gości” do mamy), ale niech im tam będzie. Objawiało się to z mojej strony upartym wymuszaniem prezentów, jeśli tylko w polu widzenia znalazł się jakikolwiek sklep. Pewnego dnia moja mama znalazła na to sposób, a ten sposób poniekąd zmienił mnie w człowieka, którym jestem do dziś.

Czytaj więcej: Całe to czytanie...czyli jak książki przedłużają nam życie

Artefakty bibliofila - książki o książkach

„Kłopot z książkami polega na braku równowagi. Po pierwsze – bywa ich więcej, niż można zmieścić na półkach. Po drugie – bywa ich więcej, niż można kupić. Po trzecie – bywa ich więcej, niż można zdążyć przeczytać. Po czwarte – nawet najsolidniejszy ich stos zawsze się kiedyś przewróci” – tak o swoim stosunku do książek pisze Anne Fadiman w Ex libris. Wyznania czytelnika [1].